Stowarzyszenie ekologiczne EKO-UNIA
Brak komentarzy 8 Odsłon

Brakuje nam autostrady na Wiśle?

radosaw-gawlik-100x100

radosaw-gawlik-100x100

Nim przejdziemy do problemu Wisły, rozważania zacznijmy jednak od przypadku Odry. Po upadku PRL-u, w latach 90. pojawiły się grupy rządowo–biznesowe lobbujące za rozwojem żeglugi na Odrze. Powstawały plany i programy, nawet uchwalono ustawy poświęcone inwestycjom na Odrze. Działania planowane były z wielkim rozmachem – droga wodna ze Śląska do Szczecina połączona przez Niemcy z systemem europejskich dróg wodnych. Wielkie też były pieniądze, które państwo z budżetu lub kredytu (czyli w efekcie też z budżetu, bo żaden prywatny inwestor tu się nie kwapił) miało wyłożyć na kolejne stopnie wodne, regulację rzeki, stałe jej pogłębianie oraz utrzymywanie całej infrastruktury. Trzeba dodać, że istniało również znaczące lobby sprzeciwiające się przekształceniu Odry w kanał żeglowny. Ostatecznie skończyło się na budowie Wrocławskiego Węzła Wodnego, Zbiornika Racibórz oraz stopnia wodnego w Malczycach.  Poza planowanym, gigantycznym programem, powstała oddolnie – bardziej w oparciu o środki UE i inicjatywy samorządowe –  sieć małych portów rzecznych, które zaczęły rozwijać turystyczne przewozy po Odrze. Ta  ostatnia inicjatywa nie wymagała wielkich nakładów i inwestycji przekształcających rzekę. Barki wożące turystów dostosowywały swoje zanurzenie do stanu rzeki, która posiadała zróżnicowane, zmieniające się dno – raz głębsze, raz płytsze, rzeki, która się zrenaturyzowała. Jest to bardzo istotna kwestia, gdyż prawie cała Odra, jak i Wisła mają cenne walory przyrodnicze i są objęte ochroną w ramach europejskiej sieci Natura 2000. Te zrealizowane inwestycje na Odrze, choć stanowiły zagrożenie dla Obszarów Natura 2000, były kompromisem i powstawały po długich uzgodnieniach z przyrodnikami.

 „Lobby wiślane” nie chce jednak uczyć się na doświadczeniu odrzańskim. Należy tutaj dodać, że Odra została uregulowana i skanalizowana między Wrocławiem a Gliwicami jeszcze przed  II wojną światową. Wisła w przeciwieństwie więc do Odry jest rzeką dziką. Jedyną tak wielką rzeką w Europie bliską naturze, z mieliznami, łachami, wyspami w nurcie. Wisła i jej dolina to ostoja przyrody, a lasy łęgowe nad rzeką w naszym klimacie porównywane są z lasami deszczowymi strefy tropikalnej. Od lat istnieje zgoda  środowisk naukowych i ekologicznych na rozwój turystyki nadwiślańskiej. Podobna sieć portów jak na Odrze jest tutaj możliwa i może tworzyć zielone miejsca pracy. Miedzy tymi portami mogą przemieszczać się kajaki, żaglówki, łodzie i małe barki z turystami etc. Porty będą w miejscowościach, które będą mogły rozwijać różne usługi. Turyści polscy i zagraniczni przyjadą na spływy, ponieważ nigdzie w Europie nie ma takiej dzikiej rzeki. Nieliczni, którzy  mieli już okazję spłynąć Wisłą, wiedzą, o czym tu piszę.

Dzieje się jednak zupełnie coś innego! Powstaje lobby samorządów czterech  województw Dolnej Wisły wspierane przez gazety lokalne. I zamiast zacząć robić coś, co jest możliwe i sensowne jak np. wcześniej wspomniana sieć portów, zaczyna lobbować na rzecz „autostrady na Wiśle”. Powstają „opracowania naukowe”. Wybrani naukowcy z Politechniki i Uniwersytetu Gdańskiego stwierdzają bałamutnie: „Jeśli sami nie rozwiniemy bardziej ekologicznych gałęzi transportu, to za chwilę zmiany wymusi na nas unijna biurokracja.” Zabiega się o zainteresowanie rządu tą inicjatywą (a dzięki temu o skorzystanie z dofinansowania z budżetu państwa ). Trudno odmówić autorom tego pomysłu pewnego sprytu.

Regulacja Wisły ma się odbywać pod hasłem ochrony środowiska, uzyskania korzyści dla środowiska naturalnego. Otóż eksperci twierdzą, że gdy zostanie rozwinięta żegluga na Wiśle, nastąpi redukcja zanieczyszczeń poprzez przerzucenie się z mniej efektywnego energetycznie transportu kolejowego, a zwłaszcza z dużo mniej efektywnego transportu samochodowego na transport wodny. 

Czego jednak lobbyści nie mówią? Nie wspominają o gigantycznych kosztach przekształcenia dzikiej Wisły w kanał żeglowny. Wręcz okłamują opinię publiczną. Dla przykładu zacytuję tutaj Dziennik Bałtycki: „(…) przywrócenie żeglugi śródlądowej na Wiśle przyniesie nie tylko wymierne korzyści materialne (zwiększone wpływy do budżetu z tyt. podatków i ew. koncesji), ale też ulgę dla środowiska naturalnego”. Otóż zanim będą zwiększone wpływy, wielokrotnie zwiększą się wydatki budżetowe.  Starszym czytelnikom mogą przypomnieć się w tym miejscu gierkowskie plany z lat 70. kaskadyzacji Wisły. I w tym momencie można by zakończyć, pisząc, że zamiana Wisły w autostradę wodną, tj. kanał, jest zupełnie nierealna finansowo.

Jako ekonomista transportu z wykształcenia, chcę tu jednak przywołać ponownie (tak jak to robię w wypadku Odry od 20 lat) pewne minimalne standardy analizy metodologicznej, które przy takich projektach winny być spełnione. Otóż dla opłacalności danego rodzaju transportu nie wystarczy tylko porównanie np. energochłonności (tu żegluga wodna w przypadku towarów masowych będzie z pewnością bardziej  korzystna niż kolej czy transport samochodowy).

            Dobry gospodarz – polityk musi sprawdzić na pewno:

  1. Czy są dostępne inne możliwości przewozowe (analiza różnych wariantów), czy mamy inne rodzaje transportu, które mogłyby być wykorzystane dla przewozu osób i towarów?  Na trasach wzdłuż Wisły mamy dwie realne możliwości (nie licząc transportu samolotowego). Alternatywą dla barek są: kolej (zastosowanie wagonów osobowych i towarowych) oraz transport samochodowy korzystający z istniejących już dróg i autostrad (budowanych ostatnio za setki miliardów złotych).
  1. Jaka jest  wielkość nakładów potrzebna na uruchomienie tego rodzaju transportu? W tym wypadku nie mamy nic – ani drogi wodnej, bo trzeba ją zbudować, ani środków transportu , bo barki trzeba zakupić. Przede wszystkim Skarb Państwa (tak było we wszystkich innych krajach) musiałby wyłożyć setki miliardów złotych na ten cel. Mowa tu o kwotach porównywalnych z całym budżetem państwa. Będą to koszty znacznie wyższe od kosztów przystosowania kolei do ewentualnych większych przewozów (np. poprzez zakup wagonów, lokomotyw; warto przypomnieć, że linie kolejowe już są modernizowane ze środków unijnych).

Nawet pobieżna analiza wskazuje, że te kilka, kilkanaście milionów ton towarów, które za 20 lat, kiedy plan „autostrady  wodnej” zostałby zrealizowany, mogłyby być wiezione „kanałem wiślanym”, już dziś bez większego problemu można przewieźć koleją na podobnych trasach wzdłuż Wisły. I na pewno  za mniejsze pieniądze.

             Po co  zatem walczyć z ekologami i Komisją Europejską, która chroni obszary Natura 2000 o kanalizację Wisły? Może chodzi jak zwykle o „gonienie króliczka”. Ktoś podtyka politykom „atrakcyjne wyborczo”, duże inwestycje o szumnej nazwie „autostrada wodna”, a oni bez analizy i zastanowienia się biorą to i prezentują jako swoje. Dla mnie to niestety kolejny przykład miałkości polityków i doradców naukowych, braku przyjmowanie do wiadomości podstawowych faktów, wymyślania inwestycji bez patrzenia na potrzeby społeczeństwa oraz ochronę przyrody. Choć właśnie naszą przyrodą politycy lubią się chwalić, powtarzając, że jest najbogatsza w Europie, jednocześnie swoimi działaniami dają do zrozumienia, że przyroda ojczysta nie ma dla nich znaczenia. Choć na hasło Ojczyzna stają często na baczność, Ojczysta Przyroda, która jest jednym z najistotniejszych składników Ojczyzny, jest tak łatwo poświęcana przez nich na ołtarzu wyborczych pseudoinwestycji.

                                                                       Radosław Gawlik

                                                                       Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA

                                                                       Partia Zieloni

WPISZ KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wypełnij wszystkie wymagane pola. *

PODOBNE ARTYKUŁY
KONTAKT

ul. Białoskórnicza 26

50-134 Wrocław

tel./fax +48 71 344 22 64
info-ekounia@eko.org.pl

NEWSLETTER

Wróć na początek