Home Aktualności Czarnobyl – rocznica katastrofy

Czarnobyl – rocznica katastrofy

0
0

26 kwietnia minęła  rocznica awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu.

„Najgroźniejszym pierwiastkiem, rozniesionym po Ziemi, był pierwiastek kłamstwa czarnobylskiego” – A. Yaroshinskya deputowana do Dumy, po dotarciu do tajnych dokumentów)

Przedstawiamy artykuł  prof. Ludwika Tomiałojcia

Poszukiwanie prawdy. Czarnobyl po 23 latach – 31 czy wiele tysięcy ofiar?

Wstęp

Czy umysł ludzki rozwinął się w celu dochodzenia prawdy obiektywnej? Nic podobnego. Zdaniem ewolucjonistów następowało to na drodze rywalizacji międzyosobniczej w obrębie społeczności ludzkich, a celem było, jak wśród adwokatów, nie tyle dotarcie do sedna rzeczy, co wygranie sporu lub procesu (Wright 2004). Pokazanie innym, że „ja mam rację”. Tę skłonność umysłu już przed wiekami utrwalono w powiedzeniu o kimś kto „w cudzym oku widzi źdźbło, a w swoim nie dostrzega belki”. To dlatego spory bywają tak spolaryzowane, i to nawet jeśli bez złej woli. A co dopiero, kiedy dzieje się to ze świadomością wspomagania jakiejś ideowej sprawy. Tylko kontrolowane przed takimi emocjami krytyczne podejście naukowe może prowadzić do poznania przybliżonego do rzeczywistości stanu rzeczy. Niestety, kiedy za dyskursem skrywają się interesy polityczne lub pieniądze wówczas naukowy obiektywizm bywa wyparty przez interes strony silniejszej.

Nikła wiedza o skutkach katastrofy czarnobylskiej

Od owej katastrofy mijają 23 lata. Zarazem mamy kryzys wywołany chciwością i niewyobrażalnie rozplenionym kłamstwem – trwa „wiek kłamstwa”, rozpoczęty 10-krotnym pomniejszeniem i zatuszowaniem skutków trzęsienia ziemi w San Francisco w r. 1906 (Z. Bauman). Ta nowa cecha w społeczno-politycznej aktywności będzie miała ogromny wpływ na decyzje młodego pokolenia. Zapytajmy zatem, jaką nasi następcy mają wiedzę o niedawnej przeszłości, którą my starsi jeszcze dobrze pamiętamy? Co jest w niej pewne, a co plątaniną półprawd?

Największa katastrofa w krótkiej historii energetyki jądrowej, blisko powiązanej z możliwością militarnego wykorzystania radionuklidów, powinna była się stać głównym światowym zagadnieniem badawczym. Paradoksalnie, Czarnobyl nie jest jednak obiektem poważnych międzynarodowych badań! O ile na badania związane z atakiem na World Trade Center wydano wiele miliardów dolarów, to na Czarnobyl podobno tylko dziesięć tysięcy razy mniej (!), i to mimo czterokrotnie dłuższego upływu czasu (Moeller i Mousseau 2006). Jest to miażdżący zarzut wobec polityków i biznesu, których nie interesuje ani los ludzi już poszkodowanych, ani możliwy los przyszłych ofiar ewentualnych podobnych wydarzeń. Podsumowując słabo poznany wpływ tego wypadku na organizmy żywe Moeller i Mousseau ujawniają, że istniejącą skąpą wiedzę zawdzięczamy tylko determinacji nielicznych niezależnych badaczy. Jako że niektóre ze skutków Czarnobyla mają zasięg kontynentalny, dotycząc wszystkich Europejczyków, autorzy ci wciąż nawołują (chyba naiwnie) do podjęcia międzynarodowych badań.

Dlaczego przez niemal ćwierć wieku bogate i władne gremia w rodzaju Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), ONZ, czy UE, nie powołały multidyscyplinarnych zespołów badawczych? Co najwyżej zespoły biurowe (Chernobyl Forum) przepisujące z jednego raportu do drugiego opinie-laurki (Anonymus 2006). A przecież wiedza o skutkach skażenia radioaktywnego w oczywisty sposób ma ogromne znaczenie dla przyszłości, na wypadek następnych awarii, użycia broni jądrowej przez terrorystów (w tym „brudnych bomb”), czy lokalnych wojen jądrowych.

Wygląda na to, jakby ktoś NIE CHCIAŁ, aby społeczeństwa poznały prawdziwy rozmiar i skutki napromieniowania radioaktywnego! Znamienne też, że jak można się tego doczytać między wierszami w Wikipedii, szereg grup oceniających zza biurka przypadek Czarnobyla było finansowanych przez lobby militarno-przemysłowe i atomowe, a nie przez niezależne organizacje naukowe. Czy nie ma w tym konfliktu interesów? To z tego też zapewne powodu część wyników badań jest ukrywana. Np. nie słyszałem o włączeniu do wiedzy ogólnoludzkiej doświadczeń uzyskanych z eksperymentów celowego napromieniowania swoich obywateli w r. 1949 w rejonie fortu Hanford w USA, czy mieszkańców osady Muslimowo na Syberii.

Negatywne skutki dla zdrowia i życia ludzi

Nie wiemy co jest w tym zakresie prawdą, a co nie. Ale nie może być równocześnie prawdą i to, że katastrofa kosztowała życie tylko 31 osób (Jaworowski 2006 i Andrzejewski 2009), albo ok. 66 osób w tym 15-ciorga dzieci, plus ok. 4000 spodziewany
ch śmiertelnych skutków raka tarczycy (Raport agend międzynarodowych – Anonymus 2006), albo już zmarłych 4056 osób (Sovacool 2008), albo 24 000 do 50 000 ofiar śmiertelnych (wg wielkiej liczby świadków: M. Gorbaczowa, generałów i akademików rosyjskich prowadzących akcje likwidacji skutków awarii, wypowiadających się w dokumentalnym filmie „The Battle of Chernobyl”, oraz potwierdzającej to Międzynarodowej Organizacji Lekarzy Przeciw Broni Atomowej – IPPNW 2006). A może spośród 5 mln silniej napromieniowanych zmarło już ok. 60.000 ludzi (wg Związku Czarnobylców), czy nawet wielokrotnie więcej (prof. Yabłokov, w przygotowaniu dla New York Academy of Sciences, in litt.). Skoro prawda jest tylko jedna, to ktoś się tu myli lub kłamie!

Zastanówmy się nad tymi oszacowaniami, do których mamy pełniejszy dostęp. Przez ćwierć wieku rozpowszechniana jest wersja MAEA, jakoby w wyniku owego wydarzenia zmarło tylko 31 osób. W polskie umysły niezmordowanie wdrukowuje ją prof. Z. Jaworowski (2006) i ostatnio dr K. Andrzejewski (2009). Powołując się na „staranne badania” Komitetu Naukowego ds Skutków Promieniowania Atomowego, gremium pracującego głównie w zamorskich gabinetach i współdziałającego z MAEA, czyli organizacją żywotnie zainteresowaną pomniejszaniem negatywnych skutków, co uwidoczniło się podczas konferencji w Wiedniu w r. 1988. Wtedy to zachodni atomiści zakrzyczeli i wyśmiali rosyjskiego akademika prof. W. Legasowa przewidującego śmierć ok. 40 000 osób, a który będąc sam napromieniowany wkrótce potem popełnił samobójstwo, podobnie jak uczynił to I sekretarz partii komunistycznej Ukrainy Szczerbickij. Nota bene, tych dwu ofiar Czarnobyla też nie uwzględnia się w rachunkach. Kamuflatorzy stosują prosty trick: tylko zmarli bezpośrednio po katastrofie są jej ofiarami, a nie są nimi ludzie którzy zmarli kilka lat później, ani umierający do dziś. Nawet jeśli następuje to zdecydowanie przedwcześnie (w przypadku 40-50 latków), „to tego się nie da udowodnić, że zmarli od napromieniowania”. Nie da się, zwłaszcza jeśli się tego bardzo nie chce!

Źródłami diametralnie innej oceny skutków (nie tylko wybuchu, ale i napromieniowania) jest raport Międzynarodowej Organizacji Lekarzy przeciw Energii Jądrowej (IPPNW 2006) oraz dwa filmy dokumentalne poważnych stacji telewizyjnych, Discovery oraz BBC: „The Battle of Chernobyl” oraz „The Tears of Chernobyl”. Początkowo do ukrywania prawdy przyczyniły się władze radzieckie, ale po decyzji M. Gorbaczowa rozmiar i prawdziwe skutki katastrofy ujawniono otwarcie podczas konferencji wiedeńskiej oraz w filmie „The Battle of Chernobyl”. Relacje owe mogą być obarczone pewnym błędem przeszacowania („strach ma wielkie oczy”). Mimo tego, za większą ich wiarygodnością przemawia to, że: a) opracowywali je ludzie przebywający w miejscu katastrofy, b) mający dostęp do najtajniejszych dokumentów (jak M. Gorbaczow, ówczesny szef ZSRR), c) generałowie osobiście kierujący akcją ok. półmilionowej armii ludzi opanowujących bezpośrednie konsekwencje katastrofy, d) wybitni uczeni rosyjscy z akademikiem prof. W. Legasowem na czele, e) bezpośredni poszkodowani spośród półmilionowej rzeszy likwidatorów (żołnierzy, pilotów, górników i cywilów), którzy utworzyli Związek Czarnobylców dla walki o prawdę i prawa poszkodowanych; f) lekarze radzieccy leczący ofiary bezpośrednio po wypadku i potem, g) anglosascy lekarze-woluntariusze, którzy w szpitalach Białorusi i Ukrainy leczyli tysiące ludzi napromieniowanych lub dzieci urodzonych z licznymi wadami rozwojowymi.

Według tych licznych mniej lub bardziej BEZPOŚREDNICH ŚWIADKÓW, liczbę ofiar śmiertelnych szacuje się w dziesiątkach tysięcy, ofiar klęski ekonomiczno-społecznej na ponad 300 000 ludzi na zawsze wypędzonych z domów, a ofiar ekonomicznych w milionach. To samo twierdził akademik R. Miedwiediew (1994).

Jeśli zatem ktoś głosi zupełnie co innego (Anonymus 2006), i to nie podpisując się pod tym swymi nazwiskami (!), to stawia zarzut kłamstwa wszystkim wyżej wskazanym ludziom i konkretnym informacjom. Np. kwestionuje śmierć prawie 600 pilotów zasypujących z helikopterów piaskiem lub ołowiem krater bloku nr 4, czy ok. 2000 spośród 10-tysięcznej grupy górników spod Tuły wykonujących podkop pod reaktor, oraz co dziesiątego spośród kilkusettysięcznej napromieniowanej armii likwidatorów. Takie szacunkowe liczby podane w owym filmie dokumentalnym oraz w ocenie Stowarzyszenia Lekarzy (IPPNW 2006). Jako silnie odbiegające od liczby 31, oceny te musiałyby być celowo zafałszowane. Czy jednak władze radzieckie miały motyw dla szerzenia wyolbrzymionej nieprawdy? A potem tę nieprawdę z dziwnych powodów musieliby też rozpowszechniać dalej lekarze, i to nawet angielscy, amerykańscy i irlandzcy, pracujący jako woluntariusze w szpitalach Białorusi i Ukrainy? Choć prawdziwość tych relacji dokumentują nie tylko ich wypowiedzi, ale i zdjęcia dowodowe w filmie „The Tears of Chernobyl” ukazujące na ekranie setki młodych ludzi z rakiem tarczycy i dziesiątki dzieci-potworków (np. z mózgiem poza czaszką, jednoocznych, bez rąk i stóp, z „3-komorowym sercem czarnobylskim”, itd.) sfilmowanych w szpitalach Białorusi. Łączna ocena zawarta w raporcie światowej organizacji lekarzy (IPPNW 2006) mówi o liczbie ofiar śmiertelnych pomiędzy 24 a 50 tysięcy, plus ok. 5000 zmarłych noworodków z wadami rozwojowymi i ok. 10 000 żyjących zdeformowanych dzieci (por. Weinberg i inni 2001).

Dlaczego oceny te są nieprecyzyjne? To proste, ponieważ i mieszkańcy okolic Czarnobyla i uczestnicy akcji likwidacji skutków katastrofy zostali rozproszeni po całym ZSRR, a który wkrótce potem rozpadł się na kilkanaście państw, i to objętych stanem zapaści ekonomicznej i organizacyjnej. Nie stworzono zatem kartoteki dla wszystkich ofiar, a co teraz zmusza do posługiwania się grubymi oszacowaniami.

Zatem 31 ofiar czy 24 000-50 000? Różnica ta szokuje tysiąckrotną dysproporcją, nie dającą się wytłumaczyć błędem nieścisłości. Ktoś tu kłamie. My Polacy, mieszkańcy sąsiedniego kraju, który w razie dojścia do rzeczywistej eksplozji atomowej w Czarnobylu (ocenianej wtedy na 10-15% prawdopodobieństwa) miałby potężnie skażony cały swój obszar, z Warszawą włącznie, mamy prawo do poznania prawdy. Tymczasem władze polskie od ćwierć wieku pozwalają szerzyć tylko ocenę lobby atomowego, a nie postarały się o pokazanie społeczeństwu ani obu dokumentalnych filmów, ani raportu opracowanego przez bezpośrednich świadków i przez niezależnych anglosaskich lekarzy. Owe filmy w wersji polskiej emitowano tylko na kanale Discovery raz-dwa razy, i to po północy. Już samo to sugeruje oszukiwanie opinii publicznej. Wprawdzie nie posunięto się tak daleko jak władze Białorusi. Bo tamte nawet uwięziły lekarza Y. Bandazhevskiego (lata 2001-2005) za prowadzenie eksperymentów nad wpływem promieniowania na deformacje u płodów chomików syryjskich, podobne do deformacji widocznych u ludzkich dzieci.

Ci co u nas zaprzeczają wysokim stratom ludzkim powinni też wyjaśnić, jak to się dzieje, że na Białorusi nastąpił 59-krotny wzrost przypadków raka tarczycy u młodych ludzi (największy na świecie szpital w Homlu zajmuje się ich operowaniem i leczeniem), w sąsiednich Czechach wzrost 7-15 krotny, a w Polsce o tym nic nie słychać? Nieobecność tak ważnej informacji w polskich serwisach informacyjnych sugeruje brak niezależności naszych mediów od grup interesu zainteresowanych ukryciem prawdy o Czarnobylu.

Jaka jest prawda?

Ona leży gdzieś pomiędzy plotką i niedoinformowaniem, a celowym kłamstwem. Nikt nie wie na pewno, ilu ludzi już zmarło z powodu tej katastrofy. Ale z pewnością nie ledwie 31 (Jaworowski 2006, Andrzejewski 2009). Zauważmy tu, że pierwszy z autorów już wiedział zaraz po eksplozji, że „więcej promieniowania dostaniemy z telewizora, niż wskutek tej awarii”. Tak mówił w TV w kwietniu 1986. Skąd miał tę pewność jakie …będą skutki? Już wtedy realizował zadanie uspakajania ludzi w czyimś interesie? Do dziś tamto twierdzenie jest powtarzane mimo wielu odmiennych oświadczeń, i to bezpośrednich świadków. Ot przeczy mu choćby oświadczenie dr W. Czernuszenki (1991), silnie napromieniowanego dyrektora czarnobylskiej strefy wyłączonej, który w 1991 r. przekazał brytyjskiemu pismu ocenę, że mimo początkowego ukrywania przez władze radzieckie (A. Yaroshinskaya), już do tamtego czasu zmarło kilka tysięcy likwidatorów.

MAEA żadnych przypadków śmierci w wyniku napromieniowania nie dostrzega, formułując półprawdę tylko o tych ofiarach, które zginęły w wyniku wybuchu, no i może o kilkunastu dzieciach. Na pozostałych spuszczając zasłonę niedomówienia.

Mamy tu jawnie problem zaufania. Komu wierzyć, czy tym co bezpośrednio lub pośrednio byli uczestnikami lub świadkami działań prowadzonych w Czarnobylu i ZSRR po katastrofie? Czy akurat tych ludzi uznamy za kłamców, i to bezinteresownych, bo za takie alarmowanie zapewne im nikt nie płacił?

A może jednak, alternatywnie, powinniśmy zwątpić w prawdziwość raportu z dalekiego ONZ, zwłaszcza że przygotowanego wespół z MAEA?Osobiście skłaniam się do tego, mimo zdawałoby się „żelaznych argumentów” w owym raporcie (Anonymus 2006) i w artykule prof. Z. Jaworowskiego (2006). Bo znamienne jest to, czego tam nie ma, a nie ma tam najmniejszego śladu współczucia dla milionów ludzi w różny sposób poszkodowanych wyniku awarii czarnobylskiej. Zamiast tego mamy „zasłonę dymną” w postaci rozbudowanej informacji optymistycznej objętościowo wręcz w owym raporcie przeważającej, będącej snuciem radosnych wizji przyszłościowych, i jeszcze wspartej pięknymi zdjęciami pokazującymi propagandowo wyłącznie roześmianych ludzi, a nie zdeformowane dzieci-potworki, ani rany popromienne u młodych inwalidów. Konfrontując konkretne elementy tej bajki dostrzega się poważne sprzeczności. Gdzie indziej np. prof. Jaworowski (2006) przekonuje, że „tzw. czarnobylskie raki tarczycy są właśnie skutkiem dobrego skriningu”, a co oznacza iż jakoby występowały one na Białorusi i Ukrainie równie często także dawniej. Mówiąc inaczej – sugeruje, że wzrost ich częstotliwości jest pozorny, wynikający z nasilonego wykrywania. To zaskakujące jak na krytycznego lekarza, który nie dostrzega, że dziwnym trafem zwiększona wykrywalność ma miejsce akurat w strefach silnie skażonych Ukrainy i Białorusi, podczas gdy takiego jej wzrostu nie widać w kontrolnych próbkach z nieskażonej części Ukrainy (dokumentują to wykresy podane i w owym Raporcie Anonymus 2006 i w raporcie europejskich ministrów środowiska – Anonymus 2003). Tymczasem zagraniczni lekarze twierdzą zgodnie, że po Czarnobylu nastąpił kilkunasto- do 59-krotny wzrost częstości takich przypadków, a u nas w Polsce płn. wschodniej podobno ok. 10-krotny. Zaprzeczanie temu jest podważaniem prawdomówności lekarzy różnych narodowości diagnozujących lub leczących raka tarczycy w kilkunastu krajach, od Skandynawii, Rosji, przez Białoruś, Czechy, Niemcy, po Prowansję i Korsykę we Francji. Którzy wszyscy się zmówili, by kłamać? Przy dziwnym milczeniu polskich lekarzy. Formułujemy zatem wniosek, że ta część opinii prof. Jaworowskiego jawnie mija się z rzeczywistością.

Odpowiedzi, których nie ma w raportach MAEA i ONZ

Report MAEA (Anonymus 2006) i jemu podobne inne opracowane przez Forum Czarnobylskie zawierają podane do wierzenia „fakty”, zwykle bez uzasadnienia. Nie ma tam dyskusji z odmiennymi oszacowaniami zaoferowanymi przez inne gremia. Raport w tak kontrowersyjnej sprawie powinien operować konkretnymi wyjaśnieniami istniejących rozbieżności. Tymczasem anonimowy ten dokument nie ustosunkowuje się do odmiennych ocen, zbywając je ogólnikowo, czyli ukrywając je. Brakuje w nim konkretnie rozważenia następujących punktów:

a) Jasnej odpowiedzi, co się stało z ok. 600 młodymi pilotami helikopterów, którzy wg autorów i bohaterów filmu „The Battle of Chernobyl” wszyscy już nie żyją. Dlaczego raport nie podaje ani ich liczby, ani oceny ich zdrowia?

b) Czy naprawdę wszystkie kilkadziesiąt zdeformowanych dzieci pokazanych w filmie „The Tears of Chernobyl” nadal żyje, i gdzie?

c) Czy wszystkie dzieci z „sercem czarnobylskim” przeżyły ciężkie operacje wykonywane na sercu przez anglosaskich lekarzy-woluntariuszy?

d) Czy setki chorych dzieci, których zdjęcia pokazano w muzeum w Kijowie, to tylko nieodpowiedzialna ukraińska maskarada?

e) Czy wszyscy chorzy na raka tarczycy w wielu krajach europejskich przeżyli tę chorobę, bez zejść śmiertelnych?

f) Dlaczego nie podano oświadczeń w tym zakresie dyrektorów wielkich szpitali w Kijowie, Mińsku, Homlu, itd., jeśli wszyscy chorzy w wyniku Czarnobyla przeżyli u nich leczenie?

g) Wg European Environment (2003), wśród dzieci napromieniowanych na Ukrainie w roku 1987 uznano za zdrowe 59,3%, gdy w roku 2000 już tylko 23,9%? Czy to też nieprawda? Czy liczba dzieci z rakiem nie wzrosła w latach 1993-2000 aż o 55% (Anonymus 2002, UNSCEAR 2001)? Czy jest nieprawdą, że liczba dzieci w problemami zdrowotnymi rośnie z upływem czasu?

Skutki dla przyrody

Równie mało wiemy o dalekosiężnym wpływie na dziką przyrodę. Wkrótce po katastrofie w poważnym piśmie naukowym The Trends in Ecology and Evolution podano (Medvedev 1994), że strefa na której wyginęły nawet drzewa i wszelkie drobne ssaki wzrosła około r. 1991 do 38 km2, a niższy – średni – stopień uszkodzenia lasów odnotowano na obszarze 120 km2. Do dziś roślinność w znacznej części zdołała się odbudować, choć stwierdzono silne rozchwianie jej genetycznego przekazu. Nie jest tam jednak tak, jak to twierdzi dr K. Andrzejewski (2009), fizyk jądrowy a nie biolog, kreślący optymistyczny obraz stanu przyrody wokół Czarnobyla. Przyroda tam ponoć rozkwitła, a dowodem na to jest pojawienie się w owej strefie żubrów, łosi, wilków, niedźwiedzi, czy orłów bielików. Jest to argumentacja naiwna, typowa dla laików. Jest oczywiście prawdą, że organizmy żywe, z człowiekiem włącznie, okazały się bardziej odporne na promieniowanie radioaktywne, niż dawniej sądzono. Jednak, po pierwsze, nic w tym dziwnego, że zwierzęta przenikają do strefy skażonej (nie umiejąc czytać ostrzeżeń), ani że w niej zatrzymują się jako w swoistym „rezerwacie przyrody”, nie będąc tam niepokojone przez ludzi, w tym myśliwych. Po drugie, i ważniejsze, ssaki i ptaki nie koniecznie są zdolne do rejestrowania poziomu promieniotwórczości; to zagrożenie może być słabo odczuwalne. Choć z drugiej strony wiemy już, że dla wielu ptaków zdaje się być ono wyczuwalne, bo preferują gniazdować w miejscach o niższej radioaktywności (Moeller i Mousseau 2007, 2007a).

Prawdziwie interesujące byłoby dopiero to, gdyby udowodniono, że w strefie skażonej zwierzęta są zdrowsze, bardziej długowieczne i rozmnażają się skuteczniej, tyle że badań takich lobby atomowe nikomu nie zleciło. Nieliczne wyniki, jakimi dysponujemy dzięki pojedynczym uczonym, mówią jednak zupełnie co innego (Sokolov et al. 1994, Jakcson et al. 2005, Moeller et al. 2006). Najpierw odnotowano wyginięcie roślinności i wszystkich gryzoni wokół elektrowni, potem lekarz Y. Bandazhevskiy udowodnił eksperymentalnie, że karmione napromieniowaną roślinnością chomiki syryjskie Mesocricetus auratus rodzą dziesiątkami potworkowato zniekształcone potomstwo, mające deformacje podobne do stwierdzonych u ludzi. Następnie ujawniono, że jaskółki dymówki Hirundo rustica z rejonu Czarnobyla wykazują 5-10 krotne zwiększoną częstość mutacji powodujących częściowo albinotyczne upierzenie lub niesymetryczność piór w upierzeniu (Moeller 1993). Zmiany te zmniejszają przeżywalność takich osobników (Ellengren et al. 1997). Podsumowując ponad 25 niezależnych badań przeprowadzonych na różnych grupach organizmów od roślin, poprzez muszki owocowe, po ptaki, ssaki i człowieka wykazano (Moeller i Mousseau 2006), że promieniowanie radioaktywne powoduje bardzo wyraźne zmiany cytogenetyczne, w genetycznej zmienności i w częstości mutacji u różnych organizmów żywych. Tylko z powodu niedostatku wnikliwszych długotrwałych badań nie wiemy jeszcze, jakie to może mieć skutki dla tych organizmów, ani jakie trudności czy cierpienia te zmiany powodują.

Obecnie istnieją mocne podstawy teoretyczne (model source-sink populations) oraz już pierwsze empiryczne dane wskazujące, że rejon Czarnobyla jest obszarem populacji ptasich reprodukcyjnie niesamodzielnych (Moeller et al. 2006). Egzystujących tam głównie dzięki napływowi imigrantów spoza strefy skażonej, wykazujących potem skróconą średnią długość życia oraz/albo obniżoną rozrodczość. Podobnie wykazano silny negatywny wpływ napromieniowania na stan zwierząt bezkręgowych, z których wiele żyje w glebie, a której górna warstwa jest obecnie najsilniej skażonym substratem. Ale nawet żyjące w powietrzu i na roślinach owady i pająki także wykazują wyraźne obniżenie liczebności wraz z rosnącym gradientem napromieniowania (Sokolov et al. 1994, Jackson et al., 2005, Moeller i Mousseau 2008).

Generalnie przewiduje się, że selekcja naturalna będzie eliminowała takie gorzej przystosowane (zmutowane) osobniki, dopasowując populacje gatunkowe do obecnego, podniesionego poziomu promieniowania. Czyli dla dalekosiężnego trwania całej przyrody może to nie mieć poważniejszego skutku negatywnego, tyle że to są tylko przypuszczenia, które należałoby zastąpić konkretną wiedzą. W każdym razie, na dziś nie ma jednak podstaw, by odpowiedzialnie stwierdzić coś odwrotnego: że promieniowanie radioaktywne nie miało poważnego wpływu na przyrodę okolic Czarnobyla.

Wyniki uzyskane z badań nad zwierzętami udowodniły niezbicie(Y. Bandazhevski; Moeller et al. 2007), że zwiększone dawki promieniowania wywołują u nich liczne deformacje i zwiększoną śmiertelność potomstwa, podobnie jak u ludzi (Feshchenko et al. 2002, Lazjuk et al. 2003). Podważa to próbę przerzucenia odpowiedzialności za pojawienie się u ludzi w rejonie Czarnobyla podobnych wad na same tylko „stany stresowe i złe warunki życiowe” (Chernobyl Forum 2005), a jakoby nie z powodu napromieniowania.

Niezbędne są dalsze wnikliwe badania terenowe, zanim będziemy mogli obiektywnie ocenić warunki życia zwierząt w strefie wysokiego i umiarkowanego promieniowania.

Manipulacje polityczne: Rzekomo ekologiczne organizacje

Reklamując energetykę jądrową, obok bagatelizowania przypadku Czarnobyla,K. Andrzejewski (2009) wymienia kilka międzynarodowych i krajowych organizacji ekologicznych zrzeszających ponoć ekologów będących zwolennikami rozbudowy energetyki jądrowej. Rzekomo są już liczne gremia ekologów-zwolenników „atomówek”. Jest to twierdzenie mocno naciągane, ponieważ np. w takiej krajowej organizacji nie znajdujemy nazwisk znanych uczonych o ekologicznym przygotowaniu. A o podobnych amerykańskich i niektórych międzynarodowych gremiach tego rodzaju można się dowiedzieć wiele niechlubnego z książki prof. prof. Anny i Paula Ehrlichów (Uniw. Stanforda) p.t. „Betrayal of Science and Reason” = Zdrada nauki i rozumu (1996). Opisują oni przykłady tworzenia w USA wywrotowych organizacji, posługujących się ekologicznie brzmiącymi nazwami w celu zmylenia opinii publicznej. Organizacje te są finansowane przez wielkie korporacje przemysłowe. Np. pewien z założycieli jednej z wymienionej przez dr Andrzejewskiego organizacji był opłacany przez cztery amerykańskie koncerny paliwowe, a co ujawnili działacze rzeczywiście proekologicznej Earth First. Stanowisko dr J. Lovelocka jest dość odosobnione wśród przyrodników, i nikt nie wie, na jakiej wiedzy opiera on swój osąd skutków Czarnobyla. Może uwierzył w zapewnienia cytowanego wyżej raportu międzynarodowych biurokratów?

< /span>Warto zatem zastanowić się przez moment nad ogólniejszą kwestią: „Dlaczego wszyscy za wszelką cenę chcą wprowadzić u siebie technologię nuklearną? Otóż prawdziwa przyczyna tkwi w obsesyjnej potrzebie panowania. Spośród wszystkich dostępnych sposobów wytwarzania energii, energia jądrowa gwarantuje najwyższą koncentrację władzy politycznej w rękach wąskiej elity. …a z uwagi na związane z tą elitą aspekty militarne produkcja podlega ścisłej tajemnicy, chronionej przez rozbudowany system policyjny. …koncerny naftowe opanowały wszystkie gałęzie przemysłu energetycznego łącznie z produkcją uranu i plutonu”. Tak wyjaśniał to proroczo amerykański wybitny fizyk F. Capra (1982). Pójdźmy tym tropem dalej. Produktem ubocznym reakcji rozszczepiennej uranu jest pluton wykorzystywany m.in. do produkcji bomb atomowych. Do wyprodukowania jednej bomby potrzeba 4,5-9 kg. plutonu, czyli każdy reaktor jądrowy wytwarza ilość wystarczającą do produkcji wielu bomb atomowych. „Pluton jest właśnie tym czynnikiem, dzięki któremu pokojowe wykorzystanie energii jądrowej wiąże się nierozerwalnie z produkcją broni jądrowej” (F. Capra 1982). To dlatego chcąca koniecznie być mocarstwem atomowym Francja tak bardzo rozbudowała swoją energetykę jądrową. To dlatego USA tak obawiają się obecnie powstania potencjału atomowego w Iranie. I to chyba dlatego niektórzy nasi wyrośnięci ale nie rozwinięci społecznie „chłopcy w krótkich porciętach” chcieliby móc postraszyć sąsiadów polską bombką atomową. Bez posiadania krzty wyobraźni o tym, do czego to mogłoby doprowadzić nie tylko Polskę.

Piśmiennictwo

AndrzejewskiK. 2009. Nie straszmy atomem. Przegląd 12:28-30.

Anonymus 2003. Europe’s environment: the third assessment. European Environm. Agency, Copenhagen. (raport z konf. ministrów środowiska Unii Europejskiej), s. 260-261.

Anonymus 2006. Chernobyl’s legacy: Health, Environmental and Socio-Economic Impacts. Published by Internat. Atom Energy Agency, Austria, s.1-44.

Capra F. 1982 (polskie wyd.1987) Punkt zwrotny. Wyd. PIW, Warszawa.

Czernuszenko W. 1991. Wywiad dla brytyjskiego „Independent on Sunday”, 16.04.1991.

Ehrlich A.H., Ehrlich P. R. 1996. Betrayal of Science and Reason. How Anti-environmental Rhetoric Threatens Our Future. Island Press, Washington D.C.

Ellengren H. et al. 1997. Fitness loss and germline mutations in barn swallows breeding in Chernobyl. Nature 389: 593-596.

Feshchenko S.P., Schroder H.C., Muller W.E., Lazjuk G.I. 2002. Congenital malformations among newborns and developmental abnormalities among human embryos in Belarus after Chernobyl accident. Cell.Mol. Biol. 48: 423-426.

IPPNW 2006. Health Effects of Chernobyl. International Physicians for Prevention of Nuclear Warfare. Report April 2006.

Jackson D., Copplestone D., Stone D.M, Smith G.M. 2005. Terrestrial invertebrate population studies in the Chernobyl exclusion zone, Ukraine. Radioprotection 40: 857-863.

Jaworowski Z. 2006. Demony Czarnobyla. Świat nauki 4/176: 46-55.

Lazjuk G., Verger P., Gagniere B., Kravchuk Z., Zatsepin I., Robert-Gnansia E. 2003. The congenital anomalies registry in Belarus: a tool for assessing the public health impact of the Chernobyl accident. Reprod.Toxicol. 17: 659-666.

Moeller A.P. 1993. Morphology and sexual selection in the barn swallow Hirundo rustica in Chernobyl, Ukraine. Proc. Royal Soc. B, 252: 51-57.

Moeller A.P., Mousseau T.A. 2006. Biological consequences of Chernobyl: 20 years on. Trends in Ecology and Evolution 21: 200-207.

Moeller A.P., Mousseau T.A. 2007. Birds prefer to breed in sites with low radioactivity at Chernobyl. Proc. Royal Soc. B, 274: 1443-1448.

Moeller A.P., Mousseau T.A. 2007a. Species richness and abundance of forest birds in relation to radiation at Chernobyl. Biology Letters 3 (5): 483-486.

Moeller A.P., Mousseau T.A. 2008. Reduced abundance of insects and spiders linked to radiation at Chernobyl 20 years after the accident. Biol. Letters, 0: 1-5.

Moeller A.P., Hobson K.A., Mousseau T.A., Peklo A.M. 2006. Chernobyl as a population sink for barn swallows: Tracking dispersal using stable-isotope profiles. Biol. Applications 16: 515-525.

Sokolov V.E., Ryabov I.N., Ryabtsev I.A., Kulikov A.O., Tichomirov F.A., Sheheglov A.I. 1994. Effects of radioactive contamination on the flora and fauna in the vicinity of Chernobyl nuclear power plant. Sov. Sci, Rev. F Physiol.Gen.Biol. Rev. 8: 1-124.

Sovacool K. 2008. The costs of failure: preliminary assessment of major energy accidents, 1907-2007. Energy Policy, Elsevier Ltd. (w druku).

Tomiałojć L. 2001. Lobby atomowe w natarciu. AURA 5: 6-8.

UNSCEAR 2001. Raport of UN Scientific Committee on the Effects of Atomic Radiation: www.unscear.org/chernobyl.html

Weinberg H.S. et al. 2001. Very high mutation rate in offspring of Chernobyl accident liquidators. Proc. Royal Soc. B 268: 1001-1005.

International Atomic Energy Agency, 2006. In Focus: Chernobyl Twenty Years Later. IAEA, Paris, France.

Wright R. 2004. Moralne zwierzę. Dlaczego jesteśmy tacy, a nie inni: psychologia ewolucyjna a życie codzienne. Prószyński i S-ka, Warszawa.

Prof. zw. dr hab. Ludwik Tomiałojć, Uniwersytet Wrocławski, ekolog, wykładowca podstaw rozwoju zrównoważonego, członek Rady Krajowej partii Zieloni 2004.

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Odkrywki i węgiel „Bezdni” / o Turowie w Krakowie

Wyobrażasz sobie przyszłość Turowa po zamknięciu kopalni i elektrowni? Namaluj to!Zaprasza…