Home Aktualności Ananasy ze złej klasy!

Ananasy ze złej klasy!

0
0

Pod uprawy często wykorzystuje się obszary, gdzie do niedawna rosła i dalej winna rosnąć puszcza tropikalna, stanowiąca ostoję różnorodności biologicznej i płuca Ziemi, produkujące tlen i wychwytujące ocieplający klimat CO 2.

Jak wygląda ta produkcja od strony społecznej. W skali makro wszystko wygląda pięknie. Sektor ten w Kostaryce zatrudnia ponad 25 tys. ludzi, a pośrednio dostarcza dalszych 100 tys. miejsc pracy. W skali pojedynczych ludzi, ich warunków pracy, zarobków jest już mało pięknie. Organizacje konsumenckie w Wielkiej Brytanii policzyły do kogo trafia 1 funt wydany na ananasa. Otóż 41 pensów do detalisty – sklepu lub marketu, 38 pensów do międzynarodowego koncernu handlowego, 17 pensów – do właściciela plantacji, a zaledwie 4 pensy do pracowników plantacji. A sytuacja pracowników jeszcze się pogorszyła. Marne pensje zaczęto im obniżać (często o połowę!), gdy dwa amerykańskie koncerny, znane nam z etykietek na ananasach (Del Monte i Dole) rozpoczęły wojnę cenową o zdobycie nowych klientów

Duzi właściciele plantacji, monopolizujący produkcję, blokują samoorganizację pracowników i powstawianie związków zawodowych. Gdy grupa pracowników podpisywała deklarację związkową zwalniano ich wszystkich. Ci, którzy zrezygnowali z działalności byli zatrudniani za połowę wcześniejszej płacy, reszta nie miała powrotu. Sytuację komplikuje dodatkowo fakt, ułatwiający plantatorom wyzysk, iż ok. 60 % pracowników to Nikaraguańczycy. Wielu z nich pracuje na czarno, więc mają niewielkie szanse na jakąkolwiek ochronę swoich praw.

Mamy tu też międzynarodowy kontekst „pomocowy”, który każe zastanowić się czy zawsze pomoc okazuje się pomocą. Rozwój produkcji ananasów był elementem nowej wizji Kostaryki promowanej przez Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID) w ramach programu „Żywność dla pokoju”. Agencja, w porozumieniu z Bankiem Światowym, wspierała milionami dolarów preferencyjnych pożyczek wzrost eksportu żywności do USA i Europy w zamian za możliwość tańszego importu amerykańskiej kukurydzy, fasoli i ryżu. Tu też, w skali makro, wszystko całkiem ładnie wygląda.

Ale w efekcie mamy tu ewidentną sytuację produkcji niezrównoważonej – szczególnie widoczną i jaskrawą w kontekście zasady zrównoważonego rozwoju przyjętej przez państwa ONZ na konferencji w Rio w 1992r. Interesy gospodarcze dominują nad względami ekologicznymi i społecznymi. To znane zjawisko – zachodni konsumenci dostają tani produkt, dzięki temu, że tzw. koszty zewnętrzne: społeczne, ekologiczne i zdrowotne ponoszą inni ludzie, często w krajach uboższych, jak w tym wypadku Kostaryka.

 

A koszty utraty zdrowia ludzi przy produkcji tego smacznego owocu są przerażające. A to o czym poniżej, to zapewne wierzchołek góry lodowej ludzkich nieszczęść.

The Guardian (i Forum) mówią o działaczach związkowych pracujących dla koncernu Dole, którzy w pracy przy opryskach chemicznych, stali się bezpłodni. Jeden z nich dostał za to odszkodowanie w wysokości (tylko!) 7,5 tys dol.

Inny pracownik opowiada o opryskach organofosforanem (o nazwie diazinon) plantacji ananasów, po których pracownicy mieli bóle głowy, poparzenia skóry i mdłości. Dziś firma zapewnia, że nie stosuje już tego środka. W kostarykańskim sądzie toczy się 90 spraw przeciwko 19 producentom ananasów. W jednym z nich procesują się mieszkańcy miejscowości El Cairo, położonej poniżej dwóch wielkich plantacji Del Monte. Ich wody gruntowe uznano za niezdatne do picia ze względu na skażenie rakotwórczymi i zaburzającymi gospodarkę hormonalną agrochemikaliami. Obecnie przez władze (nie koncerny!) – mieszkańcy są zaopatrywani, nieregularnie, w wodę z cystern. Zanim stwierdzono skażenie wody mieszkańcy chorowali na wysypki, problemy gastryczne, a także wymiotowali krwią, mieli bóle kości i głowy, osłabienie wzroku. Ludzi, którzy domagają się odszkodowań rząd nazywa komunistami (!?). Właściciele plantacji indagowani przez dziennikarzy The Guardian nie odpowiadali wcale lub dawali wymijające odpowiedzi.

Tekst ten ukaże się w internecie w okresie okołoświątecznym. To nasilenie zakupów, w tym egzotycznych owoców, także ananasów. Odpowiedzialny konsument, ze świadomością ekologiczną, winien domagać się od koncernów dopisania na etykietkach ile kosztów ekologicznych i społecznych przerzucili na pracowników i niewinnych sąsiadów plantacji. A zanim to nie nastąpi – ananasów nie kupować!

Jako konsumenci mamy wybór i nie musimy przykładać ręki i sumienia do dewastacji planety oraz poniżania i degradowania ludzi.

Radosław Gawlik,
Stowarzyszenie Ekologiczne Eko-Unia, Zieloni 2004

* zobacz też film video Guardiana Felicy Lawrence i Toma Perasona
http://www.guardian.co.uk/environment/video/2010/nov/10/pinas-coast-rica

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Sukces w ochronie ptaków wodnych

Rok temu do naszego punktu interwencji środowiskowych wpłynęło zgłoszenie o notoryczn…