Home Aktualności Obalić dyktaturę kartką wyborczą

Obalić dyktaturę kartką wyborczą

Możliwość komentowania Obalić dyktaturę kartką wyborczą została wyłączona
0

Wybory 4 czerwca 1989 były wyborami całkowicie wolnymi, acz nie do końca demokratycznymi.

Takich jak te, mimo wielu towarzyszących im obaw, nie było w Polsce od 1926 roku. Każdy mógł głosować, na kogo chciał. Co więcej, mógł też nie głosować, którą to opcję wybrało blisko 40 % uprawnionych.

W latach PRL, poza drobnymi incydentami w czasie wyborów w styczniu 1957 i wyborami do związków zawodowych w Szczecinie w 1971 roku, wreszcie wyborów w „Solidarności” w roku 1981 – wybory nie odbywały się naprawdę. A kto nie wziął w nich udziału, musiał liczyć się z wieczorną wizytą harcerzy, którzy przychodzili z pytaniem „a czemu pan (pani) jeszcze nie głosował (głosowała)?”. Albo wezwaniem do przełożonego następnego dnia w pracy. Było tak, mimo że wszystkie strony w PRL wiedziały, że po 1947 roku wybory są absolutną fikcją. Ponieważ były one testem posłuszeństwa wobec tej fikcji, notowano często nawet osoby wchodzące za „kotarę do skreślania”, traktując to jako demonstrację polityczną. 4. czerwca 1989 r. miało tak nie być i faktycznie nie było. Wybory odbyły się naprawdę. Były więc wolne. Ale nie do końca demokratyczne.

Do Senatu, odtworzonego w wyniku rozmów Okrągłego Stołu były całkowicie ok. OK. Przy Sejmie zastosowano wariant znany z Libanu czy Nepalu, zwany systemem kurialnym. Były one całkowicie wolne „na” 35 procent sejmowych foteli. Na pozostałe 65 procent miejsc kandydowali wyłącznie działacze rządowi: PZPR, Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego.

Dlaczego przywódcy „Solidarności”, Lech Wałęsa, Władysław Frasyniuk, Zbigniew Bujak, także doradcy związku, Geremek, Kuroń, Wielowieyski zdecydowali się na ten mecz?

Na pewno dlatego że udział w wyborach poparły załogi zakładów pracy, które strajkowały w maju i sierpniu 1988 r. o legalizację „Solidarności”. Bajka o „porozumieniu elit przy Okrągłym Stole” powstała potem, na bieżące potrzeby polityczne. Wtedy robotnicy (robotnice też) Stalowej Woli, Nowej Huty, Szczecina, Gdańska, także Górnego Ślaska poparli podjęcie rokowań. Uznali, że skoro w 1980 roku rozmawiano z odpowiedzialnymi za masakrę grudniową 1970, to czemu teraz nie? Wbrew oczekiwaniom załogi przemysłu ciężkiego, także z Wrocławia, nie odegrały dużej roli w kampanii wyborczej. Ale bez ich moralnego wsparcia nikt by się wtedy nie podjął startu w tej kampanii. Bez wspierających autorytetów Wałęsy, Frasyniuka, Bujaka. Do tego Kościół , także Jan Paweł II, udzielał kolosalnego wsparcia na każdym etapie.

Kampania wyborcza działa się też z innej niż w stanie wojennym sytuacji.

Wykorzystując nową komunistyczną ustawę o związkach zawodowych, „Solidarność” rejestrowała komitety założycielskie, które do delegalizacji przez sąd były legalne. Po decyzji sądu zakładano nowy. W ten sposób Solidarność wróciła faktycznie do legalnego działania w wielu fabrykach, choć bez lokali, pieczątek etc. Ale dyrekcje wiedziały, kogo ludzie słuchają.

Od 1986 roku władze chciały bardzo wciągnąć ludzi do współzarządzania. Dlatego wybory do samorządów pracowniczych nie były przez władze kontrolowane. I w większości fabryk i innych zakładów wygrywali je ludzie wskazani przez nielegalną teoretycznie „Solidarność”. Istniało nadal podziemie, wywodzące się ze stanu wojennego. Ale jego twórcy, jak Frasyniuk, Bujak czy Lis, dawno podjęli już jawną, choć ograniczaną przez władzę represjami działaność. Związkową i polityczną.

Ruch Wolność i Pokój zorganizował we Wrocławiu pierwszą we wschodniej Europie demonstrację żądającą wycofania z Polski wojsk sowieckich, happeningi Pomarańczowej Aleternatywy ośmieszające ustrój Andrzej Wajda nazwał „najlepszym ulicznym teatrem współczesnej Polski”.

Część Niezależnego Zrzeszenia Studentów, cały PPS i Federacja Młodzieży Walczącej organizowały demonstracje przeciw jakiemukolwiek porozumieniu z władzą.

W takiej sytuacji „Solidarność”, pełna obaw i nieufna, przystąpiła najpierw do rozmów, potem do wyborów.

Komitety Obywatelskie musiały oprócz własnych wątpliwości, rozprawić się jeszcze z trzema przeciwnikami.

Pierwszym był opór części istniejących struktur podziemnych przed jawnym działaniem. Uważały one jawność za naiwną i samobójczą dla tego, co się dało uratować ze stanu wojennego. Część działaczy, którzy jak Andrzej Gwiazda, mieli niewielki udział w strajkach 1988 roku powoływało się na swój mandat wyborczy z prawdziwych wolnych wyborów do władz związku w 1981. Ale już teraz decydowały załogi, które walczyły w ostatniej fazie.

Jako zdradę określały udział wyborach Antoni Macierewicz, Kornel Morawiecki z Solidarnością Walczącą, Grzegorz Schetyna, studencki lider związany wtedy z SW, Józef Pinior do dziś bodaj członek związku, ale już wtedy budujący struktury odrodzonej Polskiej Partii Socjalistycznej. Wszyscy oni odsądzali idących do wyborów kolegów i koleżanki od czci i wiary i w przenośni pluli im pod nogi. Sprawa wyborów podzieliła NZS i WiP.

Mazowiecki, Komorowski, Hall, uczestnicy Okrągłego Stołu postanowili nie wesprzeć kampanii, uznać formułę wyborczą jednego komitetu za „szkodliwą”.Drugim ogniem byli ci działacze „Solidarności” i opozycji, którzy wystartowali oddzielnie, często posługując się symbolami „Solidarności”, jak Jan Waszkiewicz, czy Lenkiewicz z Konferedracji Polskiej Niepodległej, którzy wystartowali jako „pozytywna konkurencja.”

Trzeci front to byli „bezpartyjni’ kandydujący do Senatu, także w strefie wolnych 35 % do Sejmu, ale wystawieni przez PZPR, żeby zabrać głosy kandydatom „Solidarności.” A było z kim konkurować: bardzo popularny ekonomista, profesor Kaleta, więzień stalinowski, generał Kuropieska, profesor Religa, popularne z programu o Zoo małżeństwo Gucwińskich, aktor Cielśak z „07 zgłoś się”.

Wszystko to byli przeciwnicy i trzeba było ich wyborczo pokonać.Także z tych powodów wynik, jaki się pokazał się rano 5 czerwca wprawił wszystkich w osłupienie. Tak zwycięzców, jak pokonanaych. Nigdy w historii wolnych wyborów na świecie, nie zanotowano takiego wyniku. Matematycznie przypominało to rezultaty, które podawane są po pseudowyborach w Korei Pónocnej. Tyle że te były naprawdę.

Do Senatu 99:1, do Sejmu w wolnej strefie wszystkie mandaty, prawie wszystkie już w pierwszej turze. Tu chwała dziesiątkom tysięcy wolontariuszy, którzy nie pytając o grosz i czas, prowadziła te kampanie we wszystkich jej znanych już dziś jako banalne elementach. Studentach, uczniach, robotnikach, inteligentach, emerytach i wszystkich pozostałych też.

Ludzie chcieli raz spróbować, jak to jest. Przecież nikt nie wiedział, czy okazja się powtórzy. Tak, że nawet w okręgach zamkniętych (wojsko, ZOMO, peerelowskie ambasady zagranicą) wygrała „Solidarność”. Dowódca ZOMO we Wrocławiu nie chciał – według relacji członkini komisji wyborczej – wysyłać wyniku. Dopiero, jak się zorientował, że tak jest wszędzie, „wszedł w to”. Tu przy okazji wielki ukłon w stronę wszystkich naszych mężów i żon zaufania, którzy dopilnowali wyborów i także dzięki nim nie zostały sfałszowane.

To pozwoliło powiedzieć aktorce Joannie Szczepkowskiej, że „4 czerwca skończył się w Polsce komunizm”. Ale ona to powiedziała dopiero w październiku. Genialny pomysł Andrzeja Wajdy – każdy kandydat na zdjęciu z Wałęsą – okazał się genialny, ale to wiadomo było po wyborach. Do Senatu przeciw „Solidarności” kandydowali między innymi Janusz Korwin-Mikke i „Major” Waldemar Frydrych, główny twórca Pomarańczowej Alternatywy. Dostali łomot w głosowaniu, ale co krwi napsuli, to ich.

Na razie wszyscy patrzyli na eksponowane przez telewizję obrazy z Pekinu, gdzie rewolta chińskich studentów na rzecz demokracji została krwawo zdławiona siłą tej samej nocy, kiedy tu liczyło się, zwycięskie i, jak się okazało, niesfałszowane głosy.

nPytanie „co dalej ?” było oczywiste. Nic już nie było tak samo, komuniści ponieśli tektoniczną klęskę, dookoła były nadal same kraje komunistyczne. Szalała inflacja, nastroje w części SB były pod tytułem „wybory pomścimy”, prezydent Rumunii wzywał do zbrojnej interwencji w Polsce.

Pytania rodziły się jak króliki i początkowo nikt nie znał odpowiedzi.

Dopiero we wrześniu, kiedy Tadeusz Mazowiecki został pierwszym po wojnie niekomunistycznym premierem (nie chcę wchodzić w to, kim był w 1945-48 roku Osóbka – Morawski). Potem komunizm zawalił się we wszystkich po kolei krajach bloku. Pół roku jednak byliśmy sami z naszym zwycięstwem, które było totalne, ale nie dawało władzy.

To Jesień 1989 przyniosła polityczne zmiany, zmianę nazwy państwa, nawet Orzeł Biały odzyskał koronę. No i zaczął się plan Balcerowicza, którego wcześniej nie tylko nikt nie zakładał, ale nawet nikt nie przeczuwał.

Ale przełamaniem, także dla całej tej części Europy, była mała niewinna kartka wyborcza, która metaforycznie odpowiedziała na pytanie „ile demokracja ma dywizji?”.

Leszek Budrewicz

Wrocław 3.06.2019r

Więcej powiązanych artykułów
Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Zapraszamy na Pogrzeb Przyszłości

Drogie aktywistki, drodzy aktywiści, Pozostajemy niezmiennie wdzięczni za Wasze wsparcie d…