Home Aktualności Skutki wydobycia węgla są ogromne!

Skutki wydobycia węgla są ogromne!

0
2

Wysychające jeziora, stawy i studnie. Zapadające się łąki i drogi, pękające domy. Takie skutki oddziaływania na okolicę kopalni w Koninie przedstawiali mieszkańcy tamtych stron.

W gminie Krobia odbyło się zebranie mieszkańców. Tymczasem Miejska Górka, niezadowolona ze współpracy z burmistrzem, zbiera podpisy pod wnioskiem o jego odwołanie.   Zrobią z was Indian Na spotkanie do wsi Gogolewo w gminie Krobia przyjechało kilkaset osób. Organizatorem było lokalne stowarzyszenie ,,Nasz Dom”. Zaproszono osoby poszkodowane przez kopalnię w okolicach Konina.

– Ja mieszkam na Kujawach, gdzie kopalni nie ma. Ona jest 20 km od nas – tłumaczył Józef Drzazgowski. 

– Ale problem ze skutkami wydobycia węgla brunatnego nie ogranicza się jedynie do wielkiej dziury, która w okolicach Konina ma ok. 1000 ha. W rromieniu kilkudziesięciu kilometrów wysychają jeziora i stawy, a w studniach jest sucho. Ale kopalnia nie bierze za to odpowiedzialności. Przy pomocy zamówionych przez siebie ekspertyz dowodzi, że to nie jej wina. Na kopalni skorzysta garstka ludzi, a wy nie będziecie mieli z tego nic. Nie dajcie zrobić z siebie Indian, którzy oddali swoje ziemie za koraliki.

Drzazgowski pokazywał bałamutny mechanizm działania kopalni, która wywozi burmistrzów i radnych w okolice Konina. Tam pokazuje to, co chce. Drzazgowski w 2008 r. stanął na czele kilkutysięcznego protestu przeciw kolejnej odkrywce w tamtych stronach, w którą zaangażowano 400 mln zł. Przyznała mu rację Bruksela. Drzazgowski toczy spór z państwem polskim.

Zachęca, by mieszkańcy naszych okolic też powiedzieli ,,nie” kopalni. Podaje przykład Lubinia i Gubina, które również się sprzeciwiły. 

– I nie cieszcie się, że wam dadzą miejsca pracy. W kopalni teraz nie potrzeba ludzi. Pracują maszyny. Zostawcie ten węgiel dla przyszłych pokoleń. Na pewno będą nowe technologie, mniej dewastacyjne.

Do zebranych przemówili rolnicy z gmin, gdzie jest wydobywany węgiel. 
– Miałem blisko 3 ha stawów rybnych. Wskutek działań kopalni w trzy dni odeszła z nich woda. Główny geolog kopalni powiedział, że odwodnienie może być w promieniu 1–1,5 km. To nieprawda. Miałem kiedyś gospodarstwo, dziś mam pustynię. Już cztery lata włóczę się po sądach. Jestem zrujnowany. Straciłem pieniądze i zdrowie. Nie dajcie się zakrzyczeć, zaszczuć i sprzedać.

Podkreślano, że na 100 poszkodowanych rolników tylko kilku dostaje odszkodowanie. W 2005 r. za 1 ha ziemi w okolicach Konina kopalnia płaciła 16 tys. zł. Dziś daje 38 tys. zł w miejscu ,,dziury”, poza nim – 10 tys. zł. 1 ha łąki torfowej wyceniany jest na 3 tys. zł, piaskowej – 1,5 tys. zł.

– W odległości 30 km od dziury nie ma nic. Pustynia. Łąki się zapadają. Rolnictwo upada. Nie ma gdzie wypasać bydła. Siadają drogi. Kopalnia o odszkodowaniach nie chce mówić, tłumacząc wszystko suszą. Ludziom w promieniu wielu kilometrów pękają domy. Kopalnia mówi w sądzie, że to pustaki były bez atestu. Już nawet nie ma prawnika, do którego można by pójść. Wszyscy na usługach kopalni.

Goście zaprosili do siebie olników z Krobi i Miejskiej Górki. Obiecują pokazać całą prawdę o kopalni. 

Trzeba zablokować odwierty

Do zablokowania odwiertów próbnych w okolicach Krobi i Miejskiej Górki zachęcał dzierżawca gospodarstwa w Chwałkowie, Mikołaj Czarnecki. 

– U nas kopalnia zajęłaby 11 tys. ha. Chcę zdementować plotkę, jakobym wpuścił do swojego gospodarstwa firmę PAK. Już sześć razy byli u mnie w tej sprawie. Zrobiono odwiert kilka metrów od mojego pola, ale jest to teren należący do starostwa powiatowego w Gostyniu. Smuci mnie też, że jeden z rolników w Chwałkowie jednak ich wpuścił. Jedyny sposób, by nie dopuścić do powstania kopalni, to zablokować odwierty. 

W podobnym duchu wypowiadał się Janusz Maćkwiak z Zakrzewa w gminie Miejska Górka, poseł trzech kadencji.
– Trzeba naprawić bezpodstawne decyzje burmistrzów, którzy wysłali pozytywne opinie do Ministerstwa Środowiska. Razem możemy się nie zgodzić na odwierty. Wtedy nie wejdą. Jest konstytucyjne prawo własności. Przekonajmy tych, którzy się wahają. Niech nie myślą, że zgotują dobrą przyszłość swoim dzieciom. Na nich spadnie odpowiedzialność, to będzie zapisane w kronikach. I nie wierzcie w to, co się publikuje na temat Jolanty Janowicz z Sobiałkowa i Sylwii Maćkwiak z Niepartu, działaczek stowarzyszenia walczącego z kopalnią. Oni chcą nas skłócić.

Poproszony o zabranie głosu burmistrz Krobi tłumaczył swoje dotychczasowe działania w tej sprawie. 
– Wydając opinię, trzeba rozważyć różne stanowiska. Dla mnie poszukiwania węgla to odrębny temat niż kopalnia – twierdził uparcie Sebastian Czwojda

Burmistrz wyraził nadzieję, że… może poszukiwania nic nie dadzą. Więc nie będzie kłopotu. Rolnicy zarzucali mu po raz kolejny, że wyraził swoją opinię bez żadnych konsultacji z nimi. Burmistrz w ogóle umył ręce. 

– Moja opinia nic nie znaczy. Ja nie jestem stroną w tym postępowaniu. To sprawa między Ministerstwem Środowiska a rolnikami, którzy mogli się przecież nie zgodzić. 

Rolnicy tłumaczyli, że nie znali rangi pism i sądzili, że brak odpowiedzi z ich strony oznacza brak akceptacji dla odwiertów. 
– Dlaczego pan nie zrobił zebrań przed podjęciem decyzji? Ludzie po prostu nie wiedzieli. Gdyby był poprzedni burmistrz Mirosław Waluś, szedłby razem z nami. Pan nie. To ludzie pana wybrali, a nie panowie z kopalni.

Sebastian Czwojda poczuł się obrażony. Po raz kolejny powołał się na swoje rolnicze korzenie. I dodał, że jest przeciw kopalni.
– To dlaczego zgoda na odwierty?! – nie odpuszczali rolnicy.

Dziwi, że burmistrz – prawnik jako argument przeciwko kopalni podawał, że nie jest ona uwzględniona w gminnych planach zagospodarowania przestrzennego. Zdementował to rawicki radny powiatowy Antoni Jórdeczka.

– Zgodnie z prawem, jeżeli kopalnia położy na biurku burmistrza wyniki próbnych odwiertów, ma on dwa lata na zmianę planów. Jeżeli tego nie zrobi, zmusi go wojewoda – za pieniądze gminy. Na terenach objętych ochroną złóż jest stagnacja. Nie można niczego budować ani rozbudowywać.  

<p >Przyparty do muru burmistrz zasiadł za stołem prezydialnym. Rolnicy wyrazili nadzieję, że odtąd będzie im pomagał. Burmistrz wyraźnej deklaracji słownej jednak nie złożył. 

Nie chcą Skrzypczaka
<p >W podobnej sytuacji był burmistrz Miejskiej Górki Karol Skrzypczak na poprzednim spotkaniu w Sobiałkowie. Rolnicy wymogli na nim obietnicę, że będzie działał z nimi. Obiecał nawet napisać do Ministerstwa Środowiska. Zawiódł jednak rolników. Nie wyraził swojego zdania, a jedynie poinformował o protestach. W gminie Miejska Górka utworzyła się 17-osobowa grupa inicjatywna, która chce gminnego referendum w sprawie odwołania burmistrza.  <p >– Przekazaliśmy wniosek burmistrzowi – tłumaczy Mariusz Płucinik z Konar. – Uważamy, że doprowadził on do utraty zaufania mieszkańców. Zarzucamy mu między innymi ewidentny brak dialogu i konsultacji społecznych w ważnych dla nas sprawach. 
Żeby wszcząć procedurę, potrzeba zgody 10 procent mieszkańców, czyli podpisów ok. 700 osób. Zbieranie trwa.

LILA GABRYE LÓW

Żródło Panorama Leszczyńska

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Obserwator TEEP czerwiec 2022

(Transformacja Energetycznej Ponad Podziałami) W obecnym numerze znajdują się min. ciekawe…