Home Aktualności TAKI I NIE – Kopalnia czy biznesowy blef?

TAKI I NIE – Kopalnia czy biznesowy blef?

0
0
autor_2_0_1137681465_mid.img

autor_2_0_1137681465_mid.imgPublikacja we wrześniowym numerze PULS lokalnym piśmie (miesięczniku) wydawanym w  województwie lubuskim

Najpierw konkrety, potem poparcie…

Zapowiedź wybudowania Kopalni Gubin-Brody to nie tylko groźba przymusowych wysiedleń, nagłośnionych przez lubuskie media. Za hasłem: „Kopalnia Gubin” kryją się jeszcze trzy inne problemy. Problem pierwszy: brak linii przesyłowej. W połowie czerwca br. zmienił się właściciel spółki PWE Gubin, która zamierza wybudować w okolicach Gubina i Brodów kopalnię węgla brunatnego. 100% udziałów w spółce przejęła Polska Grupa Energetyczna SA. Dla lubuskich energetyków to dobra wiadomość. Ten nowy właściciel zwiększa bowiem prawdopodobieństwo nie tyle wybudowania kopalni i elektrowni, ile przede wszystkim nowej linii przesyłowej.

Hasła „Energetyczna linia przesyłowa dla Lubuskiego” nie odnajdziemy w programie wyborczym żadnej partii. Temat nie istnieje także w debacie publicznej. Jedynie lokalni energetycy ostrzegają przed słabym połączeniem naszego województwa z resztą kraju. Tymczasem z powodu braku tej linii doszło w lipcu ubiegłym roku do groźnej dla nas awarii, kiedy to podczas burzy, poza naszym województwem, złamane drzewo upadło na linie przesyłowe i w efekcie Zielona Góra wraz z Gorzowem została pozbawiona prądu. Na szczęście mieszkańcy nie odczuli zbytnio skutków tej awarii, wszystko wydarzyło się w sobotę po południu, kiedy większość firm nie pracowała. Natomiast lubuskim energetykom napędziła sporego stracha. Aby elektrociepłownie (zielonogórska i gorzowska) sprawnie funkcjonowały, potrzebują stałego połączenia z siecią energetyczną. W przypadku awarii bezpieczniki wyłączają cały system i elektrociepłownie mają problem. Jak mówią energetycy: – Lubuskie ma słabą infrastrukturę elektroenergetyczną i może wystarczyć jedno drzewo, by nas zablokować na amen.

Według Mariana Babiucha, prezesa zielonogórskiej elektrociepłowni, istotną poprawę bezpieczeństwa energetycznego regionu przynieść może budowa kompleksu energetycznego Gubin-Brody o mocy co najmniej 2 tys. MW. Tę moc trzeba będzie przesłać do sieci, dlatego konieczna będzie budowa linii najwyższych napięć. Jeśli drzewo upadnie na linie przesyłowe w okolicach Jeleniej Góry (jak w lipcu ubr.) to do Lubuszan popłynie prąd nową nitką z okolic Gubina. – Nowa linia nie powinna biec jedynie tranzytem przez nasz region, jak autostrada, która nie ma zjazdów do lubuskich miast – ostrzega Babiuch.

Problem drugi: ile nowych miejsc pracy? Lubuscy politycy mówią o kopalni odkrywkowej jako o szansie na powstanie wielu nowych miejsc pracy. Czy słusznie? Niedaleko naszej granicy, po niemieckiej stronie, w Sprembergu, koncern Vattenfall realizuje projekt pilotażowy. Tamtejsza elektrownia spala węgiel brunatny. Lubuscy eksperci od energetyki mówią z przekąsem, że w tej nowoczesnej elektrowni pracuje 10-osobowy zarząd firmy, 10-osobowa rada nadzorcza i zaledwie kilka osób zatrudnionych do obsługi urządzeń. O ożywieniu tamtejszego rynku pracy nie może być więc mowy.

Inną wizję korzyści płynących z elektrowni w gminach Gubin i Brody przedstawił Stanisław Żuk, prezes Kopalni Węgla Brunatnego Turów (należącej do PGE). Na lipcowym spotkaniu w zielonogórskim muzeum, zorganizowanym przez lubuski urząd marszałkowski, prezes kopalni Turów przedstawił zyski osiągane przez gminę Bogatynia w postaci różnych opłat i podatków. Elektrownia i kopalnia płacą gminie Bogatynia 80 mln zł rocznie. Kopalnia Turów zatrudnia 3700 osób. Ale PGE zakłada, że jej spółki skupią się w przyszłości tylko i wyłączni na działalności operacyjnej, wszystkie pozostałe zadania wykonywać będą firmy zewnętrzne. Będzie więc sporo miejsc pracy nie tylko dla mieszkańców gmin Gubin i Brody. Tak przynajmniej twierdzi prezes Żuk.

Problem trzeci: jakie koszty społeczne? Poprzedni udziałowcy PWE Gubin: Enea oraz Kopalnia Węgla Brunatnego Konin mieli odmienne koncepcje uruchomienia kopalni odkrywkowej. Do sporów pomiędzy udziałowcami dołączyły niepokoje mieszkańców gmin Gubin i Brody związane z groźbą wysiedleń z terenów przeznaczonych na odkrywkę. Na lipcowym spotkaniu w zielonogórskim muzeum poseł Józef Zych ocenił dotychczasową akcję informacyjną na ten temat jako zwykłą amatorszczyznę. Powiedział też, że „Lubuski Zespół Parlamentarny nie jest od tego, by prowadził propagandę, ale od tego, by popierał [budowę kopalni] na szczeblu rządowym (…). Uznajemy, że inwestycja w tym rejonie byłaby bardzo potrzebna, ale to trzeba wykazać. Bez koordynacji na szczeblu rządowym, parlamentarnym i marszałka do niczego nie dojdziemy”.

Poseł Zych nie dotrwał do końca spotkania. Po jego wyjściu przedstawiciele urzędu marszałkowskiego i lubuskich naukowców odrzucili wszystkie zarzuty byłego marszałka Sejmu, zwłaszcza ten o nieudolnej akcji informacyjnej, choć potem sami stwierdzili, że ich robotę informacyjną rozbiło „czterech zadymiarzy z zewnątrz”. Obecna na spotkaniu prof. Janina Kopietz-Unger z Uniwersytetu Zielonogórskiego ostrzegała przed brakiem współpracy z lokalną społecznością, bo mieszkańcy są w stanie zablokować inwestycję na wiele lat. Profesor UZ zwróciła też uwagę na język, jakim w sprawie kopalni w Gubinie posługują się lubuscy parlamentarzyści. – Jeśli z mieszkańcami obu gmin komunikują się w taki sposób jak podczas naszego spotkania, to nic dziwnego, że ludzie nic nie rozumieją i mówią o braku informacji – zauważyła prof. Janina Kopietz-Unger.

Natomiast prezes Stanisław Żuk uspokajał, że wysiedlanie z terenów przeznaczonych pod kopalnię będzie odbywać się w oparciu o wycenę każdej nieruchomości przez rzeczoznawcę i negocjacje. Podał przykład pięciu hektarów gospodarstwa z poniemieckimi zabudowaniami, za które właściciel miał utargować 1,5 mln zł. Obecni na sali przedstawiciele gubińskiej organizacji wspierającej inwestycję (przeciwnicy kopalni, protestujący pod drzwiami muzeum, nie zostali wpuszczeni na salę) doszli do wniosku, że najwięksi oponenci to osoby mające własne firmy na terenie obu gmin. Według profesor Kopietz-Unger również ta grupa ma prawo do obrony własnych interesów, z nimi też trzeba znaleźć porozumienie.

Problem czwarty: kto gra kopalnią? Monika Morawiecka, zastępca dyrektora Wydziału Strategii i Inwestycji PGE, szczerze przyznała, że PGE, owszem, przygotowuje się koncepcyjnie do gubińskiej inwestycji, ale nie można z góry przesądzić o wyniku tych analiz. Dziś wydaje się, że korzyści będą przeważać nad kosztami, ale problemem są skomplikowane wymagania unijne dotyczące emisji CO2. Kolejna przeszkoda to nieznany wynik trwających wciąż prób ze składowaniem niechcianego gazu w wyrobiskach skalnych. Przedstawiciele nowego właściciela PWE Gubin powiedzieli wprost: – jeśli projekt będzie ekonomiczny, zostanie uruchomiony. W najlepszym przypadku trzy, cztery lata będzie trwało uzyskanie koncesji na eksploatację złoża, potem wykup gruntów, przesiedlenia, odwodnienie terenu i w końcu ruszy budowa elektrowni. Od uzyskania koncesji na wydobycie do momentu kiedy popłynie prąd upłynie minimum osiem lat.

Mój komentarz

Słabo poszło zwolennikom budowy kopalni odkrywkowej w dotychczasowych negocjacjach z lokalną społecznością, choć do boju wysyłano liczne hufce polityków, urzędników, naukowców i przedstawicieli poprzednich właścicieli PWE Gubin. Czy tylko z powodu braku koordynacji działań, jak stwierdzili uczestnicy lipcowego spotkania w muzeum? Według mnie musiało zabraknąć czegoś znacznie ważniejszego, skoro wystarczyło zaledwie „czterech zadymiarzy”, by mieszkańcy w referendach powiedzieli kopalni „Stop”. Czego zabrakło? Głównie powagi, w tym powagi kapitałowej pierwszych właścicieli spółki PWE Gubin.

Spółka zmieniła właściciela na bardzo bogatego. Czy teraz budowa kopalni ruszy z kopyta? Eksperci twierdzą, że inwestycyjny portfel PGE już jest wypchany po brzegi. Nie wiadomo, który projekt uzna za zyskowny, a który skieruje do poczekalni na wiele długich lat. Groźba potraktowania spółki PWE Gubin wyłącznie jako blokady utrudniającej innym dostęp do miejscowego, węglowego tortu jest prawdopodobna. PGE nie ukrywa bowiem, że jest bardzo zainteresowana inwestycjami w energetykę jądrową. Dlatego fachowcy przestrzegają: – jeśli PGE „wejdzie” w atom, to Grupie może zabraknąć pieniędzy na uruchomienie kopalni w Lubuskiem.

Chciałabym od razu ostudzić oskarżycielski zapał ewentualnych oburzonych: PGE ma prawo myśleć wyłącznie kategoriami biznesowymi, tak jak my, Lubuszanie, mamy prawo myśleć o sobie. Dlatego prominentnym przedstawicielom naszego regionu doradzałabym porzucenie polityki bezwarunkowego poparcia dla każdego deklarującego wolę wybudowania kopalni i elektrowni. Najpierw konkrety, potem poparcie…

Katarzyna Maksymczak

Sekretarz redakcji

tel. + 48 607 170 626


Publikacja we wrześniowym numerze PULS + lokalnym piśmie (miesięczniku) wydawanym w województwie lubuskim

Katarzyna Maksymczak

Sekretarz redakcji

tel. + 48 607 170 626

Najpierw konkrety, potem poparcie…

Zapowiedź wybudowania Kopalni Gubin-Brody to nie tylko groźba przymusowych wysiedleń, nagłośnionych przez lubuskie media. Za hasłem: „Kopalnia Gubin” kryją się jeszcze trzy inne problemy.

TAKI I NIE – Kopalnia czy biznesowy blef?

Problem pierwszy: brak linii przesyłowej. W połowie czerwca br. zmienił się właściciel spółki PWE Gubin, która zamierza wybudować w okolicach Gubina i Brodów kopalnię węgla brunatnego. 100% udziałów w spółce przejęła Polska Grupa Energetyczna SA. Dla lubuskich energetyków to dobra wiadomość. Ten nowy właściciel zwiększa bowiem prawdopodobieństwo nie tyle wybudowania kopalni i elektrowni, ile przede wszystkim nowej linii przesyłowej.

Hasła „Energetyczna linia przesyłowa dla Lubuskiego” nie odnajdziemy w programie wyborczym żadnej partii. Temat nie istnieje także w debacie publicznej. Jedynie lokalni energetycy ostrzegają przed słabym połączeniem naszego województwa z resztą kraju. Tymczasem z powodu braku tej linii doszło w lipcu ubiegłym roku do groźnej dla nas awarii, kiedy to podczas burzy, poza naszym województwem, złamane drzewo upadło na linie przesyłowe i w efekcie Zielona Góra wraz z Gorzowem została pozbawiona prądu. Na szczęście mieszkańcy nie odczuli zbytnio skutków tej awarii, wszystko wydarzyło się w sobotę po południu, kiedy większość firm nie pracowała. Natomiast lubuskim energetykom napędziła sporego stracha. Aby elektrociepłownie (zielonogórska i gorzowska) sprawnie funkcjonowały, potrzebują stałego połączenia z siecią energetyczną. W przypadku awarii bezpieczniki wyłączają cały system i elektrociepłownie mają problem. Jak mówią energetycy: – Lubuskie ma słabą infrastrukturę elektroenergetyczną i może wystarczyć jedno drzewo, by nas zablokować na amen.

Według Mariana Babiucha, prezesa zielonogórskiej elektrociepłowni, istotną poprawę bezpieczeństwa energetycznego regionu przynieść może budowa kompleksu energetycznego Gubin-Brody o mocy co najmniej 2 tys. MW. Tę moc trzeba będzie przesłać do sieci, dlatego konieczna będzie budowa linii najwyższych napięć. Jeśli drzewo upadnie na linie przesyłowe w okolicach Jeleniej Góry (jak w lipcu ubr.) to do Lubuszan popłynie prąd nową nitką z okolic Gubina. – Nowa linia nie powinna biec jedynie tranzytem przez nasz region, jak autostrada, która nie ma zjazdów do lubuskich miast – ostrzega Babiuch.

Problem drugi: ile nowych miejsc pracy? Lubuscy politycy mówią o kopalni odkrywkowej jako o szansie na powstanie wielu nowych miejsc pracy. Czy słusznie? Niedaleko naszej granicy, po niemieckiej stronie, w Sprembergu, koncern Vattenfall realizuje projekt pilotażowy. Tamtejsza elektrownia spala węgiel brunatny. Lubuscy eksperci od energetyki mówią z przekąsem, że w tej nowoczesnej elektrowni pracuje 10-osobowy zarząd firmy, 10-osobowa rada nadzorcza i zaledwie kilka osób zatrudnionych do obsługi urządzeń. O ożywieniu tamtejszego rynku pracy nie może być więc mowy.

Inną wizję korzyści płynących z elektrowni w gminach Gubin i Brody przedstawił Stanisław Żuk, prezes Kopalni Węgla Brunatnego Turów (należącej do PGE). Na lipcowym spotkaniu w zielonogórskim muzeum, zorganizowanym przez lubuski urząd marszałkowski, prezes kopalni Turów przedstawił zyski osiągane przez gminę Bogatynia w postaci różnych opłat i podatków. Elektrownia i kopalnia płacą gminie Bogatynia 80 mln zł rocznie. Kopalnia Turów zatrudnia 3700 osób. Ale PGE zakłada, że jej spółki skupią się w przyszłości tylko i wyłączni na działalności operacyjnej, wszystkie pozostałe zadania wykonywać będą firmy zewnętrzne. Będzie więc sporo miejsc pracy nie tylko dla mieszkańców gmin Gubin i Brody. Tak przynajmniej twierdzi prezes Żuk.

Problem trzeci: jakie koszty społeczne? Poprzedni udziałowcy PWE Gubin: Enea oraz Kopalnia Węgla Brunatnego Konin mieli odmienne koncepcje uruchomienia kopalni odkrywkowej. Do sporów pomiędzy udziałowcami dołączyły niepokoje mieszkańców gmin Gubin i Brody związane z groźbą wysiedleń z terenów przeznaczonych na odkrywkę. Na lipcowym spotkaniu w zielonogórskim muzeum poseł Józef Zych ocenił dotychczasową akcję informacyjną na ten temat jako zwykłą amatorszczyznę. Powiedział też, że „Lubuski Zespół Parlamentarny nie jest od tego, by prowadził propagandę, ale od tego, by popierał [budowę kopalni] na szczeblu rządowym (…). Uznajemy, że inwestycja w tym rejonie byłaby bardzo potrzebna, ale to trzeba wykazać. Bez koordynacj i na szczeblu rządowym, parlamentarnym i marszałka do niczego nie dojdziemy”.

Poseł Zych nie dotrwał do końca spotkania. Po jego wyjściu przedstawiciele urzędu marszałkowskiego i lubuskich naukowców odrzucili wszystkie zarzuty byłego marszałka Sejmu, zwłaszcza ten o nieudolnej akcji informacyjnej, choć potem sami stwierdzili, że ich robotę informacyjną rozbiło „czterech zadymiarzy z zewnątrz”. Obecna na spotkaniu prof. Janina Kopietz-Unger z Uniwersytetu Zielonogórskiego ostrzegała przed brakiem współpracy z lokalną społecznością, bo mieszkańcy są w stanie zablokować inwestycję na wiele lat. Profesor UZ zwróciła też uwagę na język, jakim w sprawie kopalni w Gubinie posługują się lubuscy parlamentarzyści. – Jeśli z mieszkańcami obu gmin komunikują się w taki sposób jak podczas naszego spotkania, to nic dziwnego, że ludzie nic nie rozumieją i mówią o braku informacji – zauważyła prof. Janina Kopietz-Unger.

Natomiast prezes Stanisław Żuk uspokajał, że wysiedlanie z terenów przeznaczonych pod kopalnię będzie odbywać się w oparciu o wycenę każdej nieruchomości przez rzeczoznawcę i negocjacje. Podał przykład pięciu hektarów gospodarstwa z poniemieckimi zabudowaniami, za które właściciel miał utargować 1,5 mln zł. Obecni na sali przedstawiciele gubińskiej organizacji wspierającej inwestycję (przeciwnicy kopalni, protestujący pod drzwiami muzeum, nie zostali wpuszczeni na salę) doszli do wniosku, że najwięksi oponenci to osoby mające własne firmy na terenie obu gmin. Według profesor Kopietz-Unger również ta grupa ma prawo do obrony własnych interesów, z nimi też trzeba znaleźć porozumienie.

Problem czwarty: kto gra kopalnią? Monika Morawiecka, zastępca dyrektora Wydziału Strategii i Inwestycji PGE, szczerze przyznała, że PGE, owszem, przygotowuje się koncepcyjnie do gubińskiej inwestycji, ale nie można z góry przesądzić o wyniku tych analiz. Dziś wydaje się, że korzyści będą przeważać nad kosztami, ale problemem są skomplikowane wymagania unijne dotyczące emisji CO2. Kolejna przeszkoda to nieznany wynik trwających wciąż prób ze składowaniem niechcianego gazu w wyrobiskach skalnych. Przedstawiciele nowego właściciela PWE Gubin powiedzieli wprost: – jeśli projekt będzie ekonomiczny, zostanie uruchomiony. W najlepszym przypadku trzy, cztery lata będzie trwało uzyskanie koncesji na eksploatację złoża, potem wykup gruntów, przesiedlenia, odwodnienie terenu i w końcu ruszy budowa elektrowni. Od uzyskania koncesji na wydobycie do momentu kiedy popłynie prąd upłynie minimum osiem lat.

Mój komentarz

Słabo poszło zwolennikom budowy kopalni odkrywkowej w dotychczasowych negocjacjach z lokalną społecznością, choć do boju wysyłano liczne hufce polityków, urzędników, naukowców i przedstawicieli poprzednich właścicieli PWE Gubin. Czy tylko z powodu braku koordynacji działań, jak stwierdzili uczestnicy lipcowego spotkania w muzeum? Według mnie musiało zabraknąć czegoś znacznie ważniejszego, skoro wystarczyło zaledwie „czterech zadymiarzy”, by mieszkańcy w referendach powiedzieli kopalni „Stop”. Czego zabrakło? Głównie powagi, w tym powagi kapitałowej pierwszych właścicieli spółki PWE Gubin.

Spółka zmieniła właściciela na bardzo bogatego. Czy teraz budowa kopalni ruszy z kopyta? Eksperci twierdzą, że inwestycyjny portfel PGE już jest wypchany po brzegi. Nie wiadomo, który projekt uzna za zyskowny, a który skieruje do poczekalni na wiele długich lat. Groźba potraktowania spółki PWE Gubin wyłącznie jako blokady utrudniającej innym dostęp do miejscowego, węglowego tortu jest prawdopodobna. PGE nie ukrywa bowiem, że jest bardzo zainteresowana inwestycjami w energetykę jądrową. Dlatego fachowcy przestrzegają: – jeśli PGE „wejdzie” w atom, to Grupie może zabraknąć pieniędzy na uruchomienie kopalni w Lubuskiem.

Chciałabym od razu ostudzić oskarżycielski zapał ewentualnych oburzonych: PGE ma prawo myśleć wyłącznie kategoriami biznesowymi, tak jak my, Lubuszanie, mamy prawo myśleć o sobie. Dlatego prominentnym przedstawicielom naszego regionu doradzałabym porzucenie polityki bezwarunkowego poparcia dla każdego deklarującego wolę wybudowania kopalni i elektrowni. Najpierw konkrety, potem p

Publikacja we wrześniowym numerze PULS + lokalnym piśmie (miesięczniku) wydawanym w województwie lubuskim

 

Katarzyna Maksymczak

Sekretarz redakcji

tel. + 48 607 170 626

Najpierw konkrety, potem poparcie…

Zapowiedź wybudowania Kopalni Gubin-Brody to nie tylko groźba przymusowych wysiedleń, nagłośnionych przez lubuskie media. Za hasłem: „Kopalnia Gubin” kryją się jeszcze trzy inne problemy.

TAKI I NIE – Kopalnia czy biznesowy blef?

Problem pierwszy: brak linii przesyłowej. W połowie czerwca br. zmienił się właściciel spółki PWE Gubin, która zamierza wybudować w okolicach Gubina i Brodów kopalnię węgla brunatnego. 100% udziałów w spółce przejęła Polska Grupa Energetyczna SA. Dla lubuskich energetyków to dobra wiadomość. Ten nowy właściciel zwiększa bowiem prawdopodobieństwo nie tyle wybudowania kopalni i elektrowni, ile przede wszystkim nowej linii przesyłowej.

Hasła „Energetyczna linia przesyłowa dla Lubuskiego” nie odnajdziemy w programie wyborczym żadnej partii. Temat nie istnieje także w debacie publicznej. Jedynie lokalni energetycy ostrzegają przed słabym połączeniem naszego województwa z resztą kraju. Tymczasem z powodu braku tej linii doszło w lipcu ubiegłym roku do groźnej dla nas awarii, kiedy to podczas burzy, poza naszym województwem, złamane drzewo upadło na linie przesyłowe i w efekcie Zielona Góra wraz z Gorzowem została pozbawiona prądu. Na szczęście mieszkańcy nie odczuli zbytnio skutków tej awarii, wszystko wydarzyło się w sobotę po południu, kiedy większość firm nie pracowała. Natomiast lubuskim energetykom napędziła sporego stracha. Aby elektrociepłownie (zielonogórska i gorzowska) sprawnie funkcjonowały, potrzebują stałego połączenia z siecią energetyczną. W przypadku awarii bezpieczniki wyłączają cały system i elektrociepłownie mają problem. Jak mówią energetycy: – Lubuskie ma słabą infrastrukturę elektroenergetyczną i może wystarczyć jedno drzewo, by nas zablokować na amen.

Według Mariana Babiucha, prezesa zielonogórskiej elektrociepłowni, istotną poprawę bezpieczeństwa energetycznego regionu przynieść może budowa kompleksu energetycznego Gubin-Brody o mocy co najmniej 2 tys. MW. Tę moc trzeba będzie przesłać do sieci, dlatego konieczna będzie budowa linii najwyższych napięć. Jeśli drzewo upadnie na linie przesyłowe w okolicach Jeleniej Góry (jak w lipcu ubr.) to do Lubuszan popłynie prąd nową nitką z okolic Gubina. – Nowa linia nie powinna biec jedynie tranzytem przez nasz region, jak autostrada, która nie ma zjazdów do lubuskich miast – ostrzega Babiuch.

Problem drugi: ile nowych miejsc pracy? Lubuscy politycy mówią o kopalni odkrywkowej jako o szansie na powstanie wielu nowych miejsc pracy. Czy słusznie? Niedaleko naszej granicy, po niemieckiej stronie, w Sprembergu, koncern Vattenfall realizuje projekt pilotażowy. Tamtejsza elektrownia spala węgiel brunatny. Lubuscy eksperci od energetyki mówią z przekąsem, że w tej nowoczesnej elektrowni pracuje 10-osobowy zarząd firmy, 10-osobowa rada nadzorcza i zaledwie kilka osób zatrudnionych do obsługi urządzeń. O ożywieniu tamtejszego rynku pracy nie może być więc mowy.

Inną wizję korzyści płynących z elektrowni w gminach Gubin i Brody przedstawił Stanisław Żuk, prezes Kopalni Węgla Brunatnego Turów (należącej do PGE). Na lipcowym spotkaniu w zielo nogórskim muzeum, zorganizowanym przez lubuski urząd marszałkowski, prezes kopalni Turów przedstawił zyski osiągane przez gminę Bogatynia w postaci różnych opłat i podatków. Elektrownia i kopalnia płacą gminie Bogatynia 80 mln zł rocznie. Kopalnia Turów zatrudnia 3700 osób. Ale PGE zakłada, że jej spółki skupią się w przyszłości tylko i wyłączni na działalności operacyjnej, wszystkie pozostałe zadania wykonywać będą firmy zewnętrzne. Będzie więc sporo miejsc pracy nie tylko dla mieszkańców gmin Gubin i Brody. Tak przynajmniej twierdzi prezes Żuk.

Problem trzeci: jakie koszty społeczne? Poprzedni udziałowcy PWE Gubin: Enea oraz Kopalnia Węgla Brunatnego Konin mieli odmienne koncepcje uruchomienia kopalni odkrywkowej. Do sporów pomiędzy udziałowcami dołączyły niepokoje mieszkańców gmin Gubin i Brody związane z groźbą wysiedleń z terenów przeznaczonych na odkrywkę. Na lipcowym spotkaniu w zielonogórskim muzeum poseł Józef Zych ocenił dotychczasową akcję informacyjną na ten temat jako zwykłą amatorszczyznę. Powiedział też, że „Lubuski Zespół Parlamentarny nie jest od tego, by prowadził propagandę, ale od tego, by popierał [budowę kopalni] na szczeblu rządowym (…). Uznajemy, że inwestycja w tym rejonie byłaby bardzo potrzebna, ale to trzeba wykazać. Bez koordynacji na szczeblu rządowym, parlamentarnym i marszałka do niczego nie dojdziemy”.

Poseł Zych nie dotrwał do końca spotkania. Po jego wyjściu przedstawiciele urzędu marszałkowskiego i lubuskich naukowców odrzucili wszystkie zarzuty byłego marszałka Sejmu, zwłaszcza ten o nieudolnej akcji informacyjnej, choć potem sami stwierdzili, że ich robotę informacyjną rozbiło „czterech zadymiarzy z zewnątrz”. Obecna na spotkaniu prof. Janina Kopietz-Unger z Uniwersytetu Zielonogórskiego ostrzegała przed brakiem współpracy z lokalną społecznością, bo mieszkańcy są w stanie zablokować inwestycję na wiele lat. Profesor UZ zwróciła też uwagę na język, jakim w sprawie kopalni w Gubinie posługują się lubuscy parlamentarzyści. – Jeśli z mieszkańcami obu gmin komunikują się w taki sposób jak podczas naszego spotkania, to nic dziwnego, że ludzie nic nie rozumieją i mówią o braku informacji – zauważyła prof. Janina Kopietz-Unger.

Natomiast prezes Stanisław Żuk uspokajał, że wysiedlanie z terenów przeznaczonych pod kopalnię będzie odbywać się w oparciu o wycenę każdej nieruchomości przez rzeczoznawcę i negocjacje. Podał przykład pięciu hektarów gospodarstwa z poniemieckimi zabudowaniami, za które właściciel miał utargować 1,5 mln zł. Obecni na sali przedstawiciele gubińskiej organizacji wspierającej inwestycję (przeciwnicy kopalni, protestujący pod drzwiami muzeum, nie zostali wpuszczeni na salę) doszli do wniosku, że najwięksi oponenci to osoby mające własne firmy na terenie obu gmin. Według profesor Kopietz-Unger również ta grupa ma prawo do obrony własnych interesów, z nimi też trzeba znaleźć porozumienie.

Problem czwarty: kto gra kopalnią? Monika Morawiecka, zastępca dyrektora Wydziału Strategii i Inwestycji PGE, szczerze przyznała, że PGE, owszem, przygotowuje się koncepcyjnie do gubińskiej inwestycji, ale nie można z góry przesądzić o wyniku tych analiz. Dziś wydaje się, że korzyści będą przeważać nad kosztami, ale problemem są skomplikowane wymagania unijne dotyczące emisji CO2. Kolejna przeszkoda to nieznany wynik trwających wciąż prób ze składowaniem niechcianego gazu w wyrobiskach skalnych. Przedstawiciele nowego właściciela PWE Gubin powiedzieli wprost: – jeśli projekt będzie ekonomiczny, zostanie uruchomiony. W najlepszym przypadku trzy, cztery lata będzie trwało uzyskanie koncesji na eksploatację złoża, potem wykup gruntów, przesiedlenia, odwodnienie terenu i w końcu ruszy budowa elektrowni. Od uzyskania koncesji na wydobycie do momentu kiedy popłynie prąd upłynie minimum osiem lat.

Mój komentarz

Słabo poszło zwolennikom budowy kopalni odkrywkowej w dotychczasowych negocjacjach z lokalną społecznością, choć do boju wysyłano liczne hufce polityków, urzędników, naukowców i przedstawicieli poprzednich właścicieli PWE Gubin. Czy tylko z powodu braku koordynacji działań, jak stwierdzili uczestnicy lipcowego spotkania w muzeum? Według mnie musiało zabraknąć czegoś znacznie ważniejszego, skoro wystarczyło zaledwie „czterech zadymiarzy”, by mieszkańcy w referendach powiedzieli kopalni „Stop”. Czego zabrakło? Głównie powagi, w tym powagi kapitałowej pierwszych właścicieli spółki PWE Gubin.

Spółka zmieniła właściciela na bardzo bogatego. Czy teraz budowa kopalni ruszy z kopyta? Eksperci twierdzą, że inwestycyjny portfel PGE już jest wypchany po brzegi. Nie wiadomo, który projekt uzna za zyskowny, a który skieruje do poczekalni na wiele długich lat. Groźba potraktowania spółki PWE Gubin wyłącznie jako blokady utrudniającej innym dostęp do miejscowego, węglowego tortu jest prawdopodobna. PGE nie ukrywa bowiem, że jest bardzo zainteresowana inwestycjami w energetykę jądrową. Dlatego fachowcy przestrzegają: – jeśli PGE „wejdzie” w atom, to Grupie może zabraknąć pieniędzy na uruchomienie kopalni w Lubuskiem.

Chciałabym od razu ostudzić oskarżycielski zapał ewentualnych oburzonych: PGE ma prawo myśleć wyłącznie kategoriami biznesowymi, tak jak my, Lubuszanie, mamy prawo myśleć o sobie. Dlatego prominentnym przedstawicielom naszego regionu doradzałabym porzucenie polityki bezwarunkowego poparcia dla każdego deklarującego wolę wybudowania kopalni i elektrowni. Najpierw konkrety, potem poparcie…

Katarzyna Maksymczak

 

 

oparcie…

Katarzyna Maksymczak

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Obserwator TEEP czerwiec 2022

(Transformacja Energetycznej Ponad Podziałami) W obecnym numerze znajdują się min. ciekawe…