Home Aktualności Ekofobia w sezonie ogórkowym

Ekofobia w sezonie ogórkowym

0
0
dorota metera

dorota metera

 

 

 

 

 

 

Nadszedł od lat znany czytelnikom „sezon ogórkowy” i ma on ciężki przebieg, skoro – wydawałoby się – zwykle trzymające poziom media: „Polityka” i Radio TOK FM skorzystały z rewelacji pana Marcina Rotkiewicza, przedstawiającego się jako dziennikarz naukowy.

Z pewnością autor nie specjalizuje się w naukach rolniczych, bo artykuł „Ekościema czyli mity zdrowej żywności” roi się od błędów merytorycznych: „jednym z zabiegów agrotechnicznych jest zakopywanie w uprawianej ziemi rogów wypełnionych bydlęcymi odchodami” lub  „na straży tego systemu stoją zaś firmy i organizacje (w Polsce mamy ich 10)”, „rolnikom ekologicznym nie wolno wysiewać na polach roślin GMO” (każdy działkowiec wie, że roślin się nie wysiewa, lecz uprawia, a wysiewa się nasiona). 

Autor nie stroni też od plotki: „z półek znikały też pomidorki koktajlowe czy ziarna selera zawierające salmonellę” (Robert Koch Institut w 2011 r. opublikował raport na temat EHEC, a jego treść znacznie odbiega od ploteczek powielanych przez „prasę brukową”), tworzy nowomowę: „ekopestycydy”, „ekożywność”, „ekocertyfikat” i szczyci się nieznajomością zarówno polskiego prawa: „zdrowa żywność” to pojęcie niedopuszczone w znakowaniu i reklamie żywności w Polsce oraz aktów prawnych Unii Europejskiej, zwłaszcza we fragmencie dotyczącym leczenia zwierząt, a dokładnie dotyczącym artykułu 24 rozporządzenia (WE) nr 889/2008 z dnia 5 września 2008 r. ustanawiającego  szczegółowe zasady wdrażania rozporządzenia Rady (WE) nr 834/2007 w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych. 

Tworzy pseudo-sensacje : „co ciekawe, w ubiegłym roku Unia Europejska i USA podpisały porozumienie…”. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi, to rzeczywiście może uznać to za ciekawostkę a nawet sensację, tymczasem jest to jedno z wielu porozumień podpisanych przez Komisję Europejską z krajami „trzecimi”, czyli nie będącymi członkami UE, a w których wzajemnie uznawane są systemy produkcji i kontroli w rolnictwie ekologicznym. Ale żeby coś napisać, trzeba przedtem coś przeczytać.

Na zakończenie artykułu jest oczywiście czysta żywa promocja: „uprawy kukurydzy GMO nie wymagają stosowania żadnych chemicznych oprysków”. Proponowałabym, żeby autor innego poczytnego artykułu o wymownym tytule „Czarnobyl – największy bluff XX wieku„, („Wprost” 2/2001) skupił się na tematach lepiej mu znanych, ponieważ – choć rolnicy zajęci żniwami ubawili się setnie, ale też zdenerwowali, że znane media publikują teksty o rolnictwie, ale na poziomie magla.

I jeszcze jedna moja prośba do autora i redakcji – warto byłoby tekst przesłać do Komisji Europejskiej, by dowiedziała się od dziennikarza naukowego o tych wszystkich rewelacjach na temat jakości żywności, leczenia zwierząt, ochrony roślin i ochrony środowiska. Dacian Cioloş, Komisarz do spraw Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich wielokrotnie wypowiadał się pozytywnie na temat roli rolnictwa ekologicznego i podkreślał potrzebę dynamicznego i ambitnego rozwoju sektora rolnictwa ekologicznego w Unii Europejskiej. Myślę, że gdyby Komisja Europejska dowiedziała się o „parareligijnym” podtekście rolnictwa ekologicznego mogłaby przestać tak „hojnie dotować rolnictwo ekologiczne”, skoro „rolnictwo ekologiczne okazuje się zatem marnowaniem coraz bardziej cennego zasobu, jaki stanowią ziemie uprawne”.  Pewnie w to miejsce mogłyby wejść te ulubione przez autora rośliny zmodyfikowane. Ale niestety szanse na to są coraz mniejsze, gdyż do grona dziewięciu (z 27) krajów członkowskich, w których jest zakaz uprawy roślin zmodyfikowanych genetycznie dołączyły w 2013 r. Polska i Włochy. Cóż, w sezonie ogórkowym o czymś trzeba pisać, skoro o GMO nikt nie chce już nawet czytać…

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Sukces w ochronie ptaków wodnych

Rok temu do naszego punktu interwencji środowiskowych wpłynęło zgłoszenie o notoryczn…