Home Aktualności Temat ciepły, jak tegoroczna zima i jak słońce, którego nie ma.

Temat ciepły, jak tegoroczna zima i jak słońce, którego nie ma.

0
0

Jesteśmy skazani na manewry energetyczne. Mimo, że wielu ekspertów nie mówi tego głośno, nie wierzą, że Polska Grupa Energetyczna (PGE) wybuduje w planowanym terminie do 2020 r.  pierwszą w kraju elektrownię atomową. Wśród nich część nie wierzy, że wybuduje ją w ogóle. Na razie to w ogóle nie wygląda optymistycznie.

Przetarg na robienie propagandy atomowej (zamiast informacji) rozstrzygnięty. Wiceminister Trojanowska może nas teraz za ponad 20 mln zł (nasze zresztą) przekonywać o wyższości energii z atomu. PGE popełniło mały falstart ogłaszając nowe, potencjalne lokalizacje elektrowni jądrowych (EJ) nad Bałtykiem. To min. Gąski k. Mielna oraz okolice Lubiatowa w gminie Choczewo, blisko Gdańska. Chyba rząd i wielka spółka, mimo propagandy atomowego sukcesu, zostały zaskoczone siłą lokalnego oporu społecznego.

Gdy to piszę, szykowane jest referendum  w „gąskowej” gminie Mielno. Sądząc z nastroju mieszkańców atom nie przejdzie. Ale niezrażona spółka już wkrótce ogłosi przetarg na… wybór reaktora. To beztroskie działanie wynika z błogosławieństwa Ministerstwa Gospodarki mającego – w dobie kryzysu i oszczędności budżetowych – kilkaset milionów (pieniędzy podatników) wsparcia na Polski Program Energetyki Jądrowej (PPEJ).

Zaniżony koszt tej technologii (dwóch reaktorów), o czym niżej, to 20-30 mld zł. Także w tym roku PGE zamierza wybrać doradcę technicznego – zlecenie na 10 lat za 1,25 mld zł oraz firmę, która wykona badania lokalizacji i środowiskowe, i uzyska niezbędne pozwolenia za jedyne 120 mln zł. Rzeczpospolita z 3 stycznia br. podaje, że wybudowanie pierwszej EJ będzie kosztowało od 35 do 55 mld zł. Tak duże widełki zdumiewają. Przecież różnica ceny sięga blisko 60% (!). EJ to nie pralka i nie buduje się ich aktualnie na świecie tylu aby ceny były aż tak niepewne. Tzw. nowe atomówki, ale z 25 letnią technologią, buduje się dwie. Jedną w Finlandii – z już trzyletnim opóźnieniem, drugą we Francji. Ceny w tej branży są określone dość jasno. Przed katastrofą w Fukushimie było to ok. 5 mln Euro/1MW. A zatem państwowa PGE chcąc wybudować EJ o mocy 3200 MW musi wydać przynajmniej 16 mld euro, tj. przy obecnych cenach (4,5 zł/euro) 72 mld zł. Rzeczpospolita, zwykle krytyczna wobec rządu, winna chyba lepiej sprawdzać swoje źródła.

Co jakiś czas lobby energetyczne poddaje dziennikarzom materiał (straszak), ile w przyszłej cenie energii, nas, jej użytkowników, będzie kosztował pakiet klimatyczny (emisje CO2). Zaręczam czytelnikom, i to w oparciu o doświadczenia podatników z innych krajów, którzy już to przerabiali, że ten pakiet to nic wobec polskich wizji atomowych. Za nie płacić będą i to nie tylko rosnącymi cenami energii nasze dzieci, wnuki, a zapewne i prawnuki. Iluzja taniej energetyki atomowej rozwiewa się właśnie w Fukushimie. Dotychczasowe skutki tej katastrofy Japońska Komisja Bezpieczeństwa Nuklearnego oceniła na 74 mld dol.

A na drugim biegunie – energetyki odnawialnej – też coś się dzieje. Ministerstwo Gospodarki, z rocznym opóźnieniem, przynaglane groźbami Komisji Europejskiej, konsultuje ustawę o odnawialnych źródłach energii (OZE). Na razie wygląda to na kolejna próbę, po nieefektywnej ustawie o efektywności energetycznej, zrobienia takiej „ładnej i poprawnej” ustawy, która niewiele zmieni. Zresztą czemu się dziwić. Przecież projekt przygotowało Ministerstwo Gospodarki, a to znana ostoja węgla i atomu. Trzeba działać ostrożnie bo przecież bardziej radykalny ruch legislacyjny mógłby jeszcze uruchomić rachunki i konkurencję. Pokazać, że jak mamy te odnawialne źródła to po co nam trudny atom. A może, co już pachnie herezją, że czas pomału „zwijać węgiel”? Urzędnicy tego ministerstwa nie mają czasu czytać analizy poważnej „Bloomberg New Energy Finance”, która wskazuje, że lądowe parki wiatrowe będą w 2016 r. wytwarzać taką samą ilość energii elektrycznej jak elektrownie bazujące na paliwach kopalnych. Eksperci Bloomberg’a  przewidują, że do  tego właśnie 2016 r. przeciętna farma wiatrowa będzie w pełni konkurencyjna. W tej analizie podaje się m.in., że cena turbiny wiatrowej spadła z 2 milionów Euro/MW w 1984 r. do mniej niż 0,88 miliona Euro/MW w pierwszej połowie 2011 r. i nadal będzie spadać. W 1984 roku „moc wiatru” zainstalowana na świecie wynosiła zaledwie 0,3 GW; a w końcu roku 2011 wyniosła już ponad 240 GW. Dziś najbardziej efektywne farmy wiatrowe wytwarzają energię na równi konkurującą z elektrowniami węglowymi, gazowymi oraz jądrowymi.

Wracając do ustawy o OZE. Oświecił mnie jeden z producentów energii odnawialnych z Niemiec, działający na naszym rynku. Spytany o porównanie z Polską powiedział na czym polega przyłączenie energetyki z OZE w Niemczech. Otóż na tym, że zgłaszamy do odpowiedniego zakładu zarządzającego siecią, że w takim a takim dniu zainstalujemy na swoim dachu np. baterię fotowoltaiczną i prosimy o przyłączenie do sieci elektrycznej. Jeśli zakład w tym terminie nas nie przyłączy, a my jesteśmy gotowi, płaci nam za każdy dzień zwłoki, jakby od nas odbierał energię wyprodukowaną przez – w tym wypadku – słońce. Dlatego m.in. nie ma tam problemów – codziennych w Polsce – z przyłączeniami biogazowni, fotowoltaiki, czy wiatraków.

Jak zobaczę w ustawie o OZE takie zapisy to uwierzę, że świat energii zaczyna w Polsce stawać z głowy na nogi. A właściwie nie na nogi, a na słońce J

                                                        Radosław Gawlik

                                                        Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA

                                                        Zieloni 2004

]]>

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Sukces w ochronie ptaków wodnych

Rok temu do naszego punktu interwencji środowiskowych wpłynęło zgłoszenie o notoryczn…