Home Aktualności Prof. Szablewski: O ekonomicznych ryzykach programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce

Prof. Szablewski: O ekonomicznych ryzykach programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce

Możliwość komentowania Prof. Szablewski: O ekonomicznych ryzykach programu rozwoju energetyki jądrowej w Polsce została wyłączona
0
Uczestnicy protestu przeciwko budowie elektrowni jądrowej w gminie Choczewo, lipiec 2023

Dominujące w krajowej przestrzeni publicznej bezkrytyczne poparcie dla rozwoju wielkoskalowej energetyki jądrowej drastycznie kontrastuje ze stanem zastoju w jakim od 4 dekad znajduje się tego rodzaju energetyka w krajach zachodnich. Zasadniczym powodem tego zastoju są względy ekonomiczne sprowadzające do znanego w zagranicznej literaturze fachowej hasła, że wielkoskalowe elektrownie jądrowe „są zbyt drogie, aby je budować”. Co więcej lawinowo rosnące koszty budowy nowych bloków implikowały ponadto coraz wyższe koszty produkcji energii elektrycznej, mimo tego, że w większości krajów zachodnich zarówno na etapie inwestycji, jak eksploatacji elektrowni jądrowych, tego rodzaju energetyka mogła liczyć dodatkowo na sowite subsydia i wsparcie z środków publicznych.

Z krajowej perspektywy, warto także zwrócić uwagę, że bardzo nieliczne, realizowane w ostatnich latach w USA i Europie Zachodniej projekty inwestycyjne:

  • po pierwsze, potwierdzają, że nie udało się – mimo wielokrotnie składanych obietnic przez budowniczych elektrowni – zahamować wzrostu kosztów budowy; świadczą o tym wielkokrotne – od 3 do 5 razy – przekroczenia wyjściowych budżetów i harmonogramów; w tym drugim przypadku powoduje to dodatkowy wzrost kosztów finansowania tego rodzaju inwestycji, nawet do poziomu 50% całkowitych kosztów budowy;
  • po drugie, są realizowane w krajach, w których nowe bloki będą zastępować stare bloki, co z punktu widzenia kosztów rozwoju energetyki jądrowej jest znacznie tańszym rozwiązaniem w porównaniu z budową elektrowni w kraju nie posiadającym tego rodzaju potencjału, ponieważ musi on ponosić dodatkowe, bardzo znaczące koszty, zwłaszcza w obszarze tworzenia kapitału ludzkiego i odpowiedniej infrastruktury regulacyjno-nadzorczej; nic zatem dziwnego, że od 1991 roku mimo licznych zapowiedzi liczba krajów posiadających energetykę jądrową zwiększyła się tylko o jeden kraj;
  • po trzecie, są niewolne są od skandali korupcyjnych i licznych przypadków nadużyć, a także sporów wokół odpowiedzialności za wykrywane błędy w procesie budowy.

Warto w związku z tym odnotować, że w kwestii inwestycji w dużą energetykę jądrową panuje oparte na badaniach i analizach przekonanie, że przyczyny wysokich kosztów mają charakter strukturalny i nie ma szans, aby uzyskać w tym zakresie istotną poprawę.

W tym kontekście zadziwiający jest brak głębszej dyskusji nad ekonomicznym wymiarem rozwoju energetyki jądrowej w Polsce, zwłaszcza w związku z nasuwającym się tu w sposób oczywisty – z względu na ogromną skalę wydatków inwestycyjnych – pytaniem czy przyszły strumień przychodów zapewni zwrot tych nakładów. Odpowiedź na to pytanie wymaga określenia czynników, które decydują o ekonomice działania dużych elektrowni jądrowych. Ze względu na strukturę kosztów tego rodzaju źródeł wytwarzania, w której dominują koszty stałe – do 80% kosztów całkowitych – ich ekonomika wymaga ciągłego trybu działania („na okrągło” w trybie dobowym i rocznym).

Wymóg ten już teraz jest coraz trudniejszy do spełnienia w krajach o rosnącym udziale energetyki odnawialnej, w tym zwłaszcza solarnej i wiatrowej. Niestabilny charakter działania tego rodzaju źródeł powoduje, że wraz ze wzrostem ich udziału w produkcji energii elektrycznej zwiększać się musi stopień elastyczności działania źródeł dyspozycyjnych z obszaru energetyki konwencjonalnej. Pomijając już techniczne ograniczenia dużych bloków do zmiennego trybu ich działania, po to aby dostosować wielkość ich do zmieniającej się podaży energii elektrycznej z OZE, jeszcze ważniejszym ograniczeniem jest tu pogarszania się ekonomiki tych bloków – rosnące koszty produkcji i zmniejszające się przychody – co w dłuższej perspektywie grozi przekształcaniem się tego rodzaju aktywów w tzw. aktywa osierocone, czyli niezdolne do generowania przychodów uzasadniających ich działanie.

W krajach, w których sektory energetyczne działają w trybie rynkowym już zapowiadane są całkowite wyłączenia bloków jądrowych ze względu na nieopłacalność ich działania, bowiem dla zachowania ciągłości ich działania konieczne są tzw. ceny negatywne. Tam natomiast gdzie nie obowiązują rynkowe zasady działania elektroenergetyki, dla ratowania rentowności tych źródeł ogranicza się odbiór tańszej energii elektrycznej z OZE. Problem ten już odczuwany jest w Polsce ze względu na ograniczoną elastyczność bloków węglowych. A zatem realizacja programu budowy dużych bloków oznaczałaby utrwalenie niekompatybilnej z OZE struktury krajowego sektora energetyki konwencjonalnej i coraz większe utrudnienia w rozwoju OZE.

Takie bezkrytyczne podejście do energetyki jądrowej byłoby słuszne tylko w przypadku braku alternatywy, jeśli chodzi o rozwiązanie problemu niestabilności i przerywalności pracy OZE. Jest to założenie z gruntu błędne, o czym świadczy chociażby fakt, że mimo deklarowania od dłuższego czasu przez rosnącą liczbę krajów chęci działań na rzecz dekarbonizacji sektora energetycznego i szerzej całej gospodarki, nie rośnie liczba krajów, które podejmują decyzję o budowie własnego potencjału wielkoskalowej energetyki jądrowej. Biorąc to pod uwagę, podjęcie takiej decyzji powinno być poprzedzone rozbudowaną analizą ekonomicznych uwarunkowań różnych scenariuszy możliwej w naszym kraju dekarbonizacji i ich oceną z punktu widzenia kosztów redukcji emisji przy zastosowaniu różnych, znanych już technologii, z których większość znajduje się już na etapie komercyjnego wdrażania. Wyniki takiej analizy powinny być następnie poddane, prowadzonej w sposób otwarty i transparentny, dyskusji z udziałem szerokich kręgów eksperckich.

Nic nie wskazuje na to, aby tego rodzaju proces przygotowania decyzji poprzedził moment podjęcia decyzji politycznej. Zamiast tego opinia publiczna musi zadowolić się argumentacją strony rządowej, która sprowadza się do trzech punktów:

  • że wielkoskalowe elektrownie jądrowe są najtańszymi jednostkami wytwórczymi;
  • że są gwarancją bezpieczeństwa i ciągłości dostaw warunkującymi proces dekarbonizacji elektroenergetyki ze względu na niedyspozycyjny charakter OZE;
  • że za potrzebą ich budowy przemawiają realizowane w innych krajach projekty inwestycyjne.

W świetle stanu wiedzy, dwa z tych argumentów są błędne, trzeci dotyczący gwarancji bezpieczeństwa wysoce wątpliwy, a przynajmniej wymagający analizy, o której mowa wyżej.

Przystąpienie w takich warunkach do realizacji programu budowy energetyki jądrowej naraża więc nas na poważne ryzyka:

  • Po pierwsze, perspektywa pogarszających się w sposób trwały warunków działania nowych elektrowni jądrowych może doprowadzić do zatrzymania ich budowy; na świecie, w tym także i w Polsce (Żarnowiec) zanotowano już liczne tego rodzaju przypadki;
  • Po drugie, biorąc pod uwagę długi sięgający co najmniej 15 lat okres ich budowy i przyspieszający proces transformacji sektora determinowany wprowadzaniem nowych technologii zmieniających wszystkie ogniwa procesu tworzenia wartości w obszarze wytwarzania, dostarczania i zużywania energii elektrycznej, stopień niekompatybilności wielkoskalowej energetyki jądrowej może osiągnąć poziom uniemożliwiający generowanie przychodów w skali uzasadniającej ich efektywne działanie;
  • Po trzecie, w obu w/w przypadkach oznaczałoby to spowolnienie rozwoju OZE i podniesienie kosztów dekarbonizacji sektora.

Prof. dr hab. Andrzej Szablewski
Instytut Nauk Ekonomicznych PAN

Załaduj więcej... Aktualności

Zobacz również

Przez smog umiera rocznie nawet 50 tys. ludzi. Zieloni zawalczą o czyste powietrze w Europarlamencie

Poprawa jakości powietrza jako główny postulat Wrocławskich Zielonych w ramach kampanii wy…